by przyjemniej się czytało

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 7

   ~~Teraz to mogę zacząć trening.~~ Pomyślała z cieniem uśmiechu na twarzy. Szybko wyjęła z kabury trzy senbon umieszczając je między palcami. Natychmiast rzuciła nimi w stronę Uchihy celując w odpowiednie punkty jego ciała. Chciała szybko i nagle go unieruchomić i tym samym wygrać, bo spodziewała się, że ta walka może potrwać na prawdę długo, a ona pierwsza się zmęczy. W końcu jej przeciwnik ma sharingana i kilka lat doświadczenia więcej niż ona. Itachi błyskawicznie wykonał unik uaktywniając swoje doujutsu. W tym czasie udało mu się również złapać jedną z igieł. Od razu ją odrzucił do właścicielki, która również ją złapała. Sakura już nie miała ochoty bawić się w podawanie sobie broni, więc skoczyła na wyższą gałąź od tej, na której stał mężczyzna. Chwilę później walka nawiązała się na dobre. Jedynym co było słychać podczas zmagań były charakterystyczne dźwięki przy uderzeniach w mięśnie, sparowanych kopnięciach i ciosach, trzaskach chaotycznie karczowanego lasu, pęknięciach napataczających się głazów. Muzyka ta dopełniana była pobrzękiwaniem stalowej broni. Gdy dziewczynie udało się pozbyć broni z ręki przeciwnika, by zachować równe szanse własną odrzuciła w to samo miejsce. Wyciągnęła pięści przed twarz i wyprowadzała co jakiś czas nimi ataki wesoło podskakując. Nie żeby nie brała go na poważnie, po prostu chciała poćwiczyć różne style walki wręcz. Itachi także uniósł ręce na wysokość twarzy. Co jakiś czas dołączały do zabawy nogi.
   Trening zakończył się kiedy obie strony oparły się o okorowane drzewo. Zsunęli się powoli po szorstkiej powierzchni kończąc swoją drogę cichym tąpnięciem na glebie.
   -Całkiem dobrze walczysz- powiedział z uznaniem Itachi. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła.
   Sakura wiedziała, że ją wszystko boli i jutro dalej będzie ją wszystko bolało, ale wiedziała też, że Tsubaki swoją dumę ma i tego nie okaże. Jak na potwierdzenie tej myśli wstała przy małej pomocy rąk by podać pomocną dłoń swojemu "ziomkowi".
   Droga powrotna okazała się krótsza i przyjemniejsza dzięki towarzystwu mężczyzny, jak zarówno wyższej pozycji słońca na niebie. Naturalne światło ogrzewało skórę dziewczyny, jednak w niewielu miejscach, bowiem ciepło "ściągane" było głównie przez pelerynę i maskę. Nawet teraz nie dane było Sakurze opalić swych bladych jak ściana policzków lub pozbyć się sinych worków pod oczami.
   W pamięci liczyła całą broń zebraną z "pola bitwy" i segregowała ją zgodnie z przynależnością do Uchihy lub do niej samej. ~~Broń się zgadza~~ pomyślała z ukrytym uśmiechem satysfakcji.
   Kiedy weszła do pokoju uśmiech satysfakcji nie zagościł pod białą maską, tak samo żadna myśl. Ciało Konan leżało na łóżku w nienaturalnej pozycji. Spokój na powrót zagościł w sercu właścicielki mebla, gdy złotooka kunoichi ruszyła drobne ciałko w górę, dzięki czemu wiadome już było, że żyje.
   -Ohayo, Tsubaki-chan!
   -Ohayo. Co cię sprowadza w moje skromne progi?- Zapytała wprost swojego gościa.
   -Nasz przewspaniały, najsilniejszy, najmądrzejszy i najprzystojniejszy na świecie Lider cię wzywa.- Powiedziała Konan śmiejąc się ze swojego żartu.
   -To ja już pójdę.- Natychmiast wykonała w tył zwrot i ruszyła w kierunku gabinetu zostawiwszy gościa samego.
   Oczywiście cudem byłoby dotarcie do drzwi gabinetu bez napotkania na swej drodze któregoś z "kolegów". Dalsze przejście w ciasnym korytarzyku zasłoniła jej kosa z trzema ostrzami. Młody mężczyzna spojrzał z drwiącym uśmieszkiem na dziewczynę. Już otwierał usta by coś powiedzieć jednak Sakura go uprzedziła:
   -Nie mam teraz czasu, Hidan-dono.
   -Przygotuj się na chrzest bojowy, młoda- zmierzył ją tylko wzrokiem od stóp do głów jakby oceniając posturę i odgrodził przejście leniwym ruchem. Jego nogi nie ruszyły z miejsca, zaś jego oczy uchwyciły zieleń widoczną w falistych otworach. Był to kolor mocno wyblakły, a mimo to wyraźny, niczym ściany w szpitalu. Czarny, jednak nieco wyblakły materiał zafalował, gdy obok niego przechodziła. W jej delikatnym kroku wychwycił wyższość, ale nie wyczuł pogardy, ponieważ jej krok nie pachniał. Powietrze, które za sobą zostawiła już pachniało. Mgiełka dziewczęcego potu wzleciała za drobną postacią znikającą za zakrętem. Hidan odwrócił się robiąc minę "not bad" i poszedł w kierunku pokojów w celu oddania się modlitwom do Jashina.
   Drzwi gabinetu wydały z siebie trzy miarowo rozłożone w czasie puknięcia. Mężczyzna siedzący za biurkiem zwrócił swoje zabójcze spojrzenie w ich stronę.
   -Wejść- powiedział wciąż utrzymując spojrzenie na drewnie. Klamka delikatnie obróciła się zwracając dłuższą częścią ku podłodze i wróciła do pierwotnego położenia. Tajemnicza postać wślizgnęła się cicho przez uchylone drzwi. Po wsunięciu się z powrotem zamka we framugę, postać obróciła się przodem w stronę biurka i lekko schyliła głowę.
   -Słyszałam, że Lider chce mnie widzieć.- Po tych słowach podniosła brodę do góry.
   -Tak, podejdź bliżej- Pain zaczął szperać w szufladach pod blatem. W miarę jak zbliżała się do stosu papierów coraz bardziej zaczynała ją pochłaniać myśl o "chrzcie" bojowym, o którym poinformował ją Hidan. Jej spojrzenie, które w tym czasie skakało po całym pokoju, teraz natrafiło na zwój w wyciągniętej dłoni mężczyzny.
   -To dla ciebie, masz tu wszystko wyjaśnione. Ustaliliśmy, że pójdziesz na swoją pierwszą misję u nas z Kisame i Itachim. Taki skład ci pasuje?- Zakapturzona część powędrowała w dół i w górę, by zaraz powrócić do poprzedniej pozycji. ~~Mam misję, yatta!~~ Cieszyła się w duchu, że idzie z akurat tą parą. W tym przypadku wiedziała na czym stoi i miała gwarancję chociaż jednego sojusznika w razie zagrożenia.
   Droga powrotna okazała się jeszcze ciekawsza niż ta "na dywanik" Paina. Przemieszczając się w labiryncie korytarzy zahaczyła o kuchnię. Jej spojrzenie zatrzymało się na mężczyźnie stojącym tyłem do wejścia. Bawił się tłuczonymi ziemniakami w metalowym garnku. Blond kitka przeleciała w powietrzu, a buzia rozjaśniła się, gdy jego błękitne oczy dostrzegły drobnego podglądacza.
   -Ohayou, Tsubaki-chan!
   -Ohayou, Deidara-dono.-  Jej głos był zupełnym przeciwieństwem radości zawartej w przywitaniu chłopaka. Aż się wzdrygnął od tego lodu. Zaprzestał swej działalności przy ziemniakach i skupił uwagę na grzebiącej w lodówce dziewczynie. Zmrużył oko czując co się święci. Będzie jadła! A to oznacza... Zaśmiał się złowieszczo w myślach, co brzmiało mniej więcej tak: "niochniochnioch!".
   -Usiądź sobie, zaraz Ci nałożę tu jedzenia. Wiesz, właśnie skończyłem gotować- mówił przesadnie rozentuzjazmowany. Nawet odsunął jej krzesło przy stole. Rzucił do znalezionej w szafce, wyszczerbionej miseczki papkę z ziemniaków. Z palnika zabrał zamaszystym ruchem głęboką patelnię. Ochlapał zawartość miseczki sosem z jakimś mięsem i wbił w swoje dzieło widelec. Tsubaki usiadła przy stole. Prawie cały blat był pokryty śladami po kubkach kawy, herbaty i prawdopodobnie napojów alkoholowych. Nie, na pewno sake tam było. Zadecydowała, że najlepszym wyjściem będzie ograniczenie kontaktu fizycznego z lepkimi okręgami na blacie.
   Rozanielony chłopak usiadł na przeciwko dziewczyny. Nie odrywał od niej spojrzenia póki do pomieszczenia nie wszedł Sasori. W tym momencie dziewczyna zaczęła się w środku gotować. Od Deidary śmierdziało "genialnym" i podstępnym planem- co do tego Sakuro-Tsubaki nie miała wątpliwości. Ale czym mogło śmierdzieć od Sasoriego? Zielem, termitami, smarem, wiórami, kurzem, piaskiem, pyłem jakimś? A może smrodził całą kryjówkę organizacji chęcią mordu i zemsty? To dopiero zagwozdka. W głowie dziewczyny myśli urządzały kosmiczny wyścig z turbo napędem, jakimiś jądrowymi bajerami oraz całą masą stuningowanych bzdur i światełek. Postanowiła, że najbezpieczniejsze drzwi, przez które przejdzie, to te od jej "pokoju".
   -Ohayou, Sasori-dono.- Zostało rzucone niby od niechcenia w stronę najsztywniejszej persony w organizacji. Powoli, spokojnie i z gracją ręka Sakury powędrowała do parującej miski czegoś.
   -Ohayou, Tsubaki-san.- Mężczyzna kulturalnie odpowiedział zatrzymując spojrzenie na zamaskowanej głowie. Zamaskowana głowa zatrzymała spojrzenie w jak najdalej wysuniętym punkcie od niego i zanim zaczęła robić dziwne rzeczy to zatrzymała się w bezpiecznym miejscu. W swoim "pokoju".
   Konan nie zostawiła śladów po swojej działalności na łóżku Sakury. No prawie, bo na całym łóżku walały się papierki poskładane w różne figury. Wreszcie mogła odpocząć po treningu i serii interesujących chwil. Posiłek postawiła ostrożnie na łóżku i zrzuciła z siebie "kamuflaż".
   To danie wcale nie było takie złe i świetnie pasowało do pikantnych informacji zawartych w zwoju od Paina. A żeby było jeszcze pikantniej to do pokoju cichutko wsunął się Itachi. Oboje niewiele myśląc rzucili się sobie w objęcia.
   -Jutro mamy szansę poszukać Sasuke.- Duży braciszek nie owijał w bawełnę. Poczuł jak ciało dziewczyny zadrżało lekko, niczym z zimna. Jednak nie było to z zimna. Jej twarz przybrała wyraz kotka przeczuwającego ekscytujące polowanie na myszkę, co ucieszyło i zaniepokoiło na raz mężczyznę. Zaraz uderzyła ją jednak myśl, przez którą się otrząsnęła.
   -Idzie z nami Kisame?- zapytała zwężając oczy w podejrzliwe szparki.
   -Idzie, idzie, ale spokojnie. Kisame jest wtajemniczony w moje plany, w twoje nie...- powiedział uspokajająco, po czym dodał wrednie się podśmiechując- Chyba, że mu wszystko wygadałaś.
   Zaraz z mężczyzny uszło powietrze jak z balonu, bowiem dziewczyna ścisnęła go mocno w ramionach. Chichocząc okładali się chwilę pięściami, by w zmęczeniu wyciągnąć się w poprzek łóżka. Itachi przyciągnął do siebie Sakurę i wtulił twarz w jej włosy ukrywając nadmierne podekscytowanie. Jej umysł otoczyły tumany myśli. Czuła się jakby miała wyniki losowania lotto na następny dzień. To niesamowite, że zdobyła tak potężnego i znaczącego sojusznika.
   Wszystko ładnie, przyjemnie, spokojnie i pięknie, ale po pokoju rozszedł się dźwięk, którego woleliby nie usłyszeć, a mianowicie pukanie do drzwi. Spanikowana Haruno rozpoczęła poszukiwania części swojego okrycia, a tymczasem Itachi spokojnie podszedł do drzwi. Widocznie wiedział, co robi, skoro miał zamiar otworzyć nieznajomej personie. Chwytając za klamkę drugą ręką wskazał jej łazienkę, na co Sakura zgodnie do niej wskoczyła. Niestety za sprawą jakichś wrednych chochlików nie zdołała znaleźć swojej maski ani pelerynki.
   -Itachi?! A co ty tutaj robisz?- Do uszu "spiskowców" dobiegł donośny i pełen zdziwienia głos Konan. Spojrzenie kobiety zatrzymało się na wysokim mężczyźnie, a potem opadło na wcześniej szukane przedmioty. Nic by w tym nie było dziwnego gdyby nie walały się na podłodze przy butach i o zgrozo, jakichś resztkach damskiej odzieży. Konan mogła nie zdawać sobie sprawy z bałaganiarstwa tak poukładanej kobiety, za jaką uważała Tsubaki, więc wnioski przez nią wyciągnięte zmusiły ją do ponownego spojrzenia na mężczyznę w drzwiach.
   -Co ty tutaj robisz?- powtórzyła pytanie.
   -Sprawdzałem, czy materac jest wystarczająco miękki.- Żachnął się Itachi, ale kunoichi już miała w głowię swoją wersję wydarzeń, przez co wzięła odpowiedź na poważnie. Teraz rzuciła okiem na porozgniatane "upominki" z papieru, które zostawiła na łóżku koleżanki. Zaczęła dostrzegać coraz to więcej detali, które potwierdzały zbereźną tezę postawioną w jej głowie. A Itachi miał rozwalony kucyk! Z otwartymi ustami analizowała po kolei wszystkie elementy układanki, co trwało ułamek sekundy i przybrała maskę obojętności.
   -Przepraszam, że przeszkodziłam. Przekaż Tsubaki-chan, że przyjdę potem.- Sztywno się odwróciła i usłyszała jeszcze trzaśnięcie drzwi za sobą.
   Mężczyzna zaśmiał się perliście w locie i wylądował na rozwalonej kołdrze.
  -Możesz już wyjść, uciekła niemalże z piskiem.- Był wyraźnie zadowolony ze swojego żarciku, ale gdy zobaczył twarz Sakury, jego mina natychmiast się zmieniła. Zmieniła na jeszcze bardziej rozbawioną.
   -Ha ha ha, bardzo śmieszne, Uchiha. Prawie się zesrałam ze śmiechu- powiedziała zła. 
   -No to byłaś akurat w dobrym do tego miejscu!- Usłyszała w odpowiedzi. Zebrała swoje zguby z podłogi i starannie ułożyła na szafeczce przy łóżku. ~~Musiały spaść podczas figli na pościeli~~ pomyślała zdruzgotana tym, jak to brzmi.
    Gdy gość zabrał swoją osobę z pokoju przy akompaniamencie przedmiotów uderzających w ścianę obok drzwi, Sakura mogła w spokoju kontynuować studiowanie zwoju z informacjami o jutrzejszej misji. Mogła, ale przeszkodą było rozlegające się teraz po pokoju szaleńcze pukanie do drzwi. Zrezygnowana dziewczyna nałożyła na siebie niezbędne środki ostrożności i wołaniem oznajmiła, że jest gotowa przyjąć gościa.
   -Co to było?!- zawołała natychmiast Konan po zamknięciu za sobą drzwi. Niby ładnie z jej strony, ale tak kopniakiem...?
   -Co czym było?- odpowiedziała Tsubaki znudzonym głosem powracając do lektury.
   -Dobrze wiesz co! To z Uchihą!- Złotooka kunoichi usiadła na łóżku. Jej wersja wydarzeń mocno odbijała się na jej twarzy wybuchową mieszanką niedowierzania, szoku, zawstydzenia, ale także w oku pojawił się błysk zwiastujący gorące ploteczki. Tsubaki widząc to uśmiechnęła się niewidocznie, trochę ją bawiła ta sytuacja.
   -W ogóle nie wiem, o czym ty w ogóle do mnie mówisz- odpowiedziała zamaskowana dziewczyna. Rozbawiony wzrok przeniosła na Konan, która teraz z głośnym westchnięciem rzuciła się sprężysty materac.
   -Niech ci będzie!- rzuciła zrezygnowana.- Tak w ogóle to masz misję jutro, co? Spakowałaś się już, że czytasz sobie zwoje?
   -Mam mało rzeczy, więc zrobię to później. A ten zwój zawiera informacje potrzebne mi do misji, więc chciałabym się dowiedzieć, co w nim jest.- Konan zrozumiała aluzję i postanowiła już nie rozpraszać Tsubaki.
   Podczas tej misji Tsubaki miała tylko odebrać zwój od informatora podstawionego przez Wioskę Kumogakure. Kisame i Itachi mieli swoje własne zadania do wykonania, po których skończeniu mieli robić za obstawę Tsubaki. Podczas eskortowania jej z powrotem musieli jeszcze wybrać się do dowolnej wioski i niepostrzeżenie zwinąć trochę jedzenia, medykamentów i rzeczy do utrzymania względnej czystości w kryjówce. Na szczęście aby to wszystko ze sobą zabrać wydzielono im dwa zwoje do zapieczętowania łupów.
   Po wieczorze spędzonym z Konan, nastała noc spędzona samotnie, a potem znów poranek. Cholernie wczesny ranek, ale Sakurze to nie przeszkadzało w braniu prysznica. Trzeba się porządnie przygotować do pierwszej misji dla Akatsuki, nie może się zbłaźnić, popełnić żadnego głupstwa, strzelić gafy. Nic z tego! Tak czy siak prysznic konkretny, bo prawdopodobnie musi starczyć na długo. Po niezbędnych czynnościach, Konan z pakunkiem od organizacji i ogarnięciu, że to całkiem spoko ciuchy, można było się w końcu też pożywić. A wspomniawszy już o ciuchach, oto zawartość paczki od słodkiej mistrzyni origami:
-czarne sandały
-apteczka z przesadną ilością bandaży elastycznych o szerokim wachlarzu zastosowań
-zwój do wymiany z informatorem
-bordowe, luźne spodnie z lekkiego materiału x2
-całkowicie normalne, czarne, damskie figi poddane gruntownemu przeglądowi x3
-czarna bluzka na cienkich ramiączkach
-czerwona bluzka z długim rękawem x2
-cholerna siateczka
-farba do włosów, zielona x3.

********

   Ta kobieta dokładnie wie, czego mi potrzeba! Jak ona to robi? Szczęśliwa, uradowana i ogólnie w kwiatkach moe powędrowałam założyć na siebie cokolwiek, byle nie wyglądać jak obdarciuch. Padło na zwiewne pumpy, siateczkę na klatę i czarną, nieco wypłowiałą koszulkę na ramiączkach. Wspaniale jest w końcu wyglądać, od razu morale podskoczyło w górę. A ta farba... Idealnie, dzięki niej zakryłam swoje upierdliwie różowe włosy, przynajmniej już nie będę musiała nosić wszędzie kaptura, moje włosy będą całkowicie nierzucające się w oczy. Trudniej będzie z rozpoznaniem mnie. Róż nigdy mi nie przeszkadzał, ale teraz pracuję i mieszkam z tymi samymi ludźmi, trzeba uważać.
   Z jeszcze mokrymi włosami zaszczyciłam swą obecnością kuchnię. Jeszcze nikt mnie nigdzie nie wołał, co znaczy, że mam czas zjeść. Przeglądając szafki przeczesałam z satysfakcją włosy. W pomieszczeniu oprócz mnie był tylko Hidan pochrapujący przy stole z głową w talerzu. W moje dłonie wpadło kilka kromek niesamowicie suchego chleba, ale poradziłam sobie starym jak świat sposobem, a mianowicie wymoczyłam moje przyszłe śniadanie w wodzie, aby nie nosiło już tytułu łamiszczęki. Z pierwszym kęsem za lekko odchyloną maską szarpnęłam Hidana za włosy, aby jego twarz mogła bez przeszkód spotkać się z mojej roboty "kompotem z chleba". Teraz to dopiero będzie heca.
   -Co ty odpierdalasz, młoda?!- Wychrypiał zły jak osa mężczyzna napotykając spojrzeniem drobne piersi ukryte za szorstkim materiałem, co oczywiście zarejestrowałam ja. Niewiele myśląc nachyliłam się nad jego mokrą twarzą. Jego zaskoczenie kiedy dotknęłam czubek jego nosa palcem i odpowiedziałam: "chrzest bojowy, mój drogi", musiało być przekomiczne. Niestety nie dane mi było go zobaczyć, bo uznałam odwrót za najlepsze możliwe działanie zanim komuś nie stanie się krzywda.


~~~~~~~~~~~

Kto by się spodziewał?! Nikt się nie spodziewa Hiszpańskiej Inkwizycji! No i rozdziału na moim blogu też w sumie. Po ponad rocznej przerwie powracam jak Joker z kolejną porcją czegoś, czego nie powinno się było podgrzewać w mikrofalówce. Poprosiłabym ewentualnych niedobitków na tym blogu o pozostawienie swojej opinii w komentarzu OBOWIĄZKOWO. Ludzie bez kont, nie lękajcie się! Wy tez możecie to zrobić... ptfu, musicie! Przepraszam za tak długą zwłokę, za krótki rozdział, za brak wyrobionych umiejętności w pisaniu, za głód na Ziemii. Jak widzicie, nie umiem się rozdwoić. Tak krótko, bo uznałam, że nie możecie dłużej czekać. Jeśli chodzi o następny rozdział, to nie mam pojęcia kiedy go napiszę i opublikuję. Ale obiecuję za to, że w następnym rozdziale będzie niespodzianka-niespodziewanka! Moim zdaniem warto, jak najbardziej, tyle czekać. Wyobraźcie sobie państwo, że jestem motylem, tyle, że gąsienicą, która dopiero zaczyna budować swój kokon. Chcę w końcu rozwinąć skrzydła, ale wybiegam za daleko w przyszłość, muszę się wpierw do końca obudować, potem przeleżakować, by w końcu się przepoczwarzyć, a potem jeszcze nauczyć się latać. Długa droga przed nami, dlatego potrzebuję wsparcia, motywacji i kopów w tyłek.
Do przeczytania!
Ave

wtorek, 9 czerwca 2015

Taki tam sonet na polski~

   Białogłowa, czyli kobieta ucząca mnie języka polskiego, zadała nam interesującą pracę domową. Postanowiłam się z Wami nią podzielić, bo jest całkiem śmieszna. Naszym zadaniem było napisanie sonetu, próbując utrzymać w nim marinizm. Tematem sonetu miała być część ciała. xD Napisałam więc sonetopodobne coś inspirowane brwiami mojego miłego. Tak na prawdę do sonetu temu daleko, a jeśli chodzi o marinizm... To nie ma to prawie nic z nim wspólnego :3 Polecam nie traktować tego na poważnie, umieszczam to tutaj w celu rozbawienia Was, więc się nie ma czym denerwować~



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



   PODOBKA
"Mój ty czarny kocurze!",
   wnet przenosi swój ciężar ku górze.
"A może spędźmy ten czas aktywnie?,
   Widzę, znów wygina się dziwnie.
Myśli twe doskonale obrazuje,
   kiedy czytasz bzdury, które ci wypisuję.
A gdy ktoś mi brzydkim słowem truje węża,
   natychmiast sięgając do swego oręża,
widzę, że jak łuk się cała napręża.
   Gruba i ciemna, smutek mój odstrasza,
gdy zła jestem, opuszczona przeprasza.
   Wizerunek twój uzupełnia, oj psiakrew!
Nawet nie wiesz, jak bardzo lubię tą twoją brew.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Nie jest to zachwycające, ale pocieszne trochę tak. :D Pomyślałam, że może komuś by to poprawiło humor, albo zmotywowało do pisania. xD W końcu mało jest dzieł gorszych od tego. :D Ale mojemu miłemu się podoba. Czekam na Waszą ocenę!~
Oto zdjęcie mojego miłego, które mnie zainspirowało:
Wygląda na zadowolonego xD
Ave~

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 6

Witam! Napisałam dość szybko, długość rozdziału mogłaby być większa, lecz jestem leniem, tak. No to mam nadzieję, że się spodoba, już zmierzam we właściwym kierunku. Niedługo coś się zacznie dziać >:D no i będzie (chyba) ciekawie. Następny rozdział również postaram się napisać dość szybko, z resztą jak zawsze. Boję się sprawdzać to co napisałam, ponieważ pisałam to pod wpływem szaleństwa i wszystkiego co złe. No i też szalonej ilości weny. Ale to tylko część. Także nooo... Do oceny pozostawiam Wam, długość również. Do przeczytania!~



~~~~~~~~~~~~~~~~~~



   ~~Trzy-czte-ry!~~ Odwróciła się i ujrzała przed sobą postać w płaszczu z czerwonymi chmurkami i w kapeluszu przypominającym duży talerz z dzwoneczkiem na jakimś dzyndzlu. Płomień świecy ze świecznika podskakiwał tworząc fantazyjne, ciemne wzory na ciele członka organizacji. Twarz skryta była pod plamą ciemności. Tajemnicza postać przeszła tuż obok niej wgłąb korytarza i skinęła na Sakurę dłonią. Ruszyła za szybko przemieszczającym się shinobi. ~~Nie porusza się jak kobieta, to nie Konan. Nawet nią nie pachnie, to nie może być też Pain... W takim razie kto?~~ Zaczęła się zastanawiać. Nieznajomy czuł się trochę poddenerwowany. Chciał już trafić do celu ich małej podróży i wszystkiego się dowiedzieć. Mijali skrzyżowania i rozwidlenia. Dziewczyna starała się zapamiętać drogę, by móc w razie czego samodzielnie wrócić. Było to dość proste zadanie dla szpiega jej pokroju. Po jakimś czasie zorientowała się, że wchodzą do znajomego korytarza. To tutaj znajdowały się wejścia do pokoi. Tu już nie było tak ciemno, ale nie było też odpowiednio jasno, by rozpoznać tegoż dżentelmena. Tak, po otworzeniu drzwi odsunął się na bok przepuszczając znaną kunoichi. Wewnątrz już oparła się wygodnie o ścianę, na której były wejściowe drzwi i rozejrzała się. Pokoik był bardzo mały, ale widocznie taki metraż w zupełności wystarczał gospodarzowi. Ściany granatowe. Drewno użyte na meble było jasne. Łóżko było schludnie zaścielone. Podłoga z jasnych klepek. Drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do łazienki również wbrew pozorom nie były ciemne. Gdy skończyła się rozglądać ON uchylił drzwi szafy stojącej przy wejściu do łazienki. Zgadnijcie jaki miały kolor? Nie, nie czarny, przykro mi. Wzrok Tsubaki spoczął na plecach nieznajomego, którym po zdjęciu kapelusza okazał się... Itachi. Talerz telewizyjny wylądował na najwyższej półce w szafie, zaś już zdjęty płaszcz na wieszaku.
   -Odwiesić twój płaszcz, Tsubaki-san?- Zapytał swoim niesamowicie... ekhem, interesującym głosem.
   -Nie, dziękuję, Itachi-senpai.-(Please, Senpai, be gentle.) Małemu stolikowi towarzyszyło tylko jedno krzesło, usiadł na nim Uchiha. Tsubaki pozwoliła sobie usiąść na twardym łóżku przodem do właściciela.
   -Z jakiej przyczyny za mną podążałeś?- Zapytała siląc się na obojętny ton dziewczyna. Skierowała swoją maskę w stronę rozmówcy z widocznym jednak zaciekawieniem. Założyła nogę na nogę.
   -Chciałem się czegoś dowiedzieć od ciebie, jeśli oczywiście nie jest to problem.- Skinęła mu zakrytą głową, by kontynuował.- Masz jakieś wieści o moim młodszym bracie? Od jakiegoś czasu nic o nim nie słyszałem podczas misji.- Spojrzał na nią neutralnie.
   -Nie ma powodu do zmartwienia. Zapewnił sobie bezpieczeństwo pozbywając się z tego świata jednego z Wielkich Sanninów, Orochimaru. Stworzył drużynę z niejakim Suigetsu, Jugo i z taką jedną rudą, na imię jej Karin. Jako, że zgładził swojego mistrza, prawdopodobnie już się uważa za silnego. Bez senseia czuwającego nad jego rozczochraną główką nie ma szans na dalszy rozwój. Pewnie teraz jego celem jesteś ty.- Odwróciła głowę na bok i wskazała w starszego Uchihę drobnym palcem. Powoli opuściła rękę i położyła ją na kolanie. Podążył oczami za jej ruchem.
   -Skąd o tym wiesz? O drużynie Hebi już słyszałem, ale nikt nie zna jej celu.- Chciał się upewnić, że nie próbuje go wpuścić w maliny.
   -To dosyć oczywiste, tylko o tym marzy od dziec...- szybko przerwała. ~~SHANNARO! GŁUPIA PAPLA, DOSTANIESZ DZISIAJ TAKIE LANIE NA TRENINGU, ŻE PADNIESZ NA ZBITY PYSK!~~ Wykrzyknęła na nią wściekła Druga Świadomość. Itachi już wiedział kto przed nim siedzi. Skojarzył fakty z gęsto rozwieszanymi plakatami przedstawiającymi drobną, medyczkę z Wioski Liścia. Tyle czasu trzymała swoją tożsamość w sekrecie, lecz jej tajemnica wyszła na jaw w zaledwie sekundę. Były członek ANBU Konohy wstał i przysunął krzesło do stolika. Przebył dystans długiego kroku i kucnął naprzeciw niej. Uaktywnił sharingan, by dobrze zapamiętać jej najpewniej zażenowaną i złą minę. Wpierw lekko złapał materiał kaptura po bokach dłońmi. Zsunął go delikatnie na ramiona różowowłosej. Złapał kosmyk niesfornych włosów i przyjrzał mu się uważnie. Załaskotał ją w szyję gdy bezwładnie opadł. Wszystko działo się tak powoli, a Sakura się nie stawiała. W głębi serca już miała tego dość, głupio jej tylko, że Konan trzyma w niepewności, a przedstawicielowi głupiego rodu narcystycznych durniów pozwoliła na robienie wszystkiego, co by chciał. Najpewniej nie zareagowałaby nawet, gdyby zdarł z niej ubranie. ~~Pieprzyć urok tych głupich posiadaczy sharingana!~~ Kakashi ze swoją ukrytą połową twarzy poważnie by się zawiódł. Morderca przybliżył się nieznacznie, żeby sięgnąć węzła z wkręconymi weń, jasnymi włosami. Powoli i ostrożnie, by nie sprawić bólu dziewczynie rozwiązywał supełki. Cały czas przy tym patrzył w faliste otwory w masce. Kunoichi twardo odwzajemniała spojrzenie. Poczuła nagle jak drewniane krawędzie nie przylegają już do jej skóry. Ku jej zdziwieniu, nie poczuła chłodniejszego powietrza na twarzy przez dobre cztery sekundy. ~~Pewnie liczył do pięciu ze zdjęciem. Głupi!~~ Mozolnym ruchem opuszczał maskę w dół, ku szyi posiadaczki.
   Światu ukazała się chorobliwie blada skóra, delikatne, niewinnie zakrzywione brwi pozostały niewzruszone. Dokładnie lustrował każdy detal jej na nowo odkrytej twarzy. Gdy mieszkał w rodzinnej wiosce, nie raz ją widział w towarzystwie drobnej blondynki. Zdarzało się to tylko, jak przychodził po Sasuke do Akademii Ninja. Jej zielone tęczówki były poszarzałe w porównaniu z jej dawnym, wesołym spojrzeniem. Uważnie mu się przyglądała. Chciała wyłapać każdy ruch mięśni jego twarzy. Nauczyła się rozpoznawać w ten sposób emocje, a nawet niektóre myśli. To trochę przykre, że jego wyrażała brak mózgu. Cóż, zdarza się. Był tak straszliwie obojętny, że ona również zabawiła się w jego grę aktorską. Mały nosek został uwolniony. Pociągnęła nim świszcząc, bo w masce panuje duchota i można sobie wyobrazić co się dzieje wtedy z zawartością tych węższych dróg oddechowych. Rozbawiła go lekko takim infantylnym zachowaniem. Światło ze wcześniej zapalonych świec ukazywało zaczerwienione od duchoty policzki. Wreszcie zsunął maskę ukazując wydatne usta i mały podbródek. Zbliżył swoją twarz na odległość 1 centymetra dzielącego ich nosy. Zapamiętał i porównał każdy mały fragment jej twarzy z twarzą tamtej małej Sakurci Haruno. Słyszał, że uciekła z Konohy. O tym to chyba każdy wiedział. ~~Tak, to ona. Nie ma wątpliwości.~~ Zdemaskowana również przeszukiwała twarz Itachiego. Porównywała ją z twarzą Sasuke, kiedy ostatnio go widziała. Kiedy chciała go zabić. Niespodziewanie poczuła zdecydowany uścisk dłoni na ramionach. Dłonie te zsunęły tkaninę z jej ramion na plecy i wróciły już na odkrytą skórę. Kamienna twarz Sakury zaczynała powoli się kruszyć. Powieki bruneta powędrowały w dół gdy przesuwał swoją twarz do przodu. Wylądował czołem na prawym barku dziewczyny.
   -To ma sens... Nawet nie wiesz, jak to dobrze, że to Ty jesteś tą całą Tsubaki.- Szepnął szczęśliwy mężczyzna. Nie znali się, ale wiedzieli, że mogą sobie zaufać. Mile zaskoczona dziewczyna objęła go delikatnie splatając dłonie na jego plecach.
   Po dłuższej chwili milczenia, ciszę przerwały słowa Itachiego:
   -W razie jakichś niejasności lub trudności, przychodź do mnie, pomogę Ci. Nie bój się też mnie brać na swoje misje, nie zawiodę Cię.- Zapewnił Sakurę patrząc jej w oczy.
   -Dziękuję, będę o tym pamiętać. Chyba już powinnam wrócić do siebie, nie chcę Ci robić kłopotu i też Konan pewnie mnie szuka. O piątej rano będę trenować w lesie, jakieś dwa kilometry na wschód od siedziby. Możesz się przyłączyć, jakbyś chciał.- Wzięła w dłonie maskę i wstała zawiązując na ślepo węzły. Zakryła się peleryną i zarzuciła kaptur na głowę. Teraz była gotowa do dyskretnego wyjścia. Tuż przed drzwiami odwróciła się jeszcze w stronę nowego sojusznika i zasalutowała. Uśmiechnął się w duchu widząc ten gest.
   Tsubaki gdy tylko weszła niepostrzeżona d swojego pokoju, miała zamiar ubrać się w coś wygodniejszego. Niestety jej plany poszły na marne, ponieważ na jej łóżku siedziała niebieskowłosa kunoichi.
   -Wreszcie jesteś! Gdzie się tyle szwędałaś?- Zapytał zmartwiony gość.
   -Załatwiałam swoje sprawy. Wybacz, trochę mi to zajęło, to prawda... Ale nie przypominałam sobie żebym cię zapraszała lub żebyś miała na mnie czekać.- Zarzuciła jej lekko zmęczonym tonem Haruno.
   -Jesteś zmęczona? Przygotowałam nam po kubku herbaty i ciasteczka. Jak chcesz mogę jeszcze coś skombinować. Wiesz, ma się znajomości.- Dopiero przybyłej omal bębenki uszne nie pękły od dźwięku zawodu jaki zaraz będzie musiała sprawić nowej koleżance.
   -Miałam dzisiaj dzień pełen przygód, więc cudem byłoby nie być zmęczoną. Dziękuję za wszystko, nic więcej nie potrzebuję. Mam nadzieję, że rozumiesz, że jestem w pracy, a nie na wakacjach? Muszę teraz się bliżej poznać z moją robotą, dowiedzieć się po co tu jestem i tak dalej. Jak chcesz to możesz posiedzieć ze mną, ale uprzedzam, że nie będę Ci poświęcała więcej niż dwadzieścia procent mojej uwagi.- Po jakże długiej wypowiedzi opadła na łóżko obok Konan.
   -Hai, hai! Nie będę Ci przeszkadzać.- Ucieszona, że nie będzie musiała spędzać kolejnego wieczoru sama postawiła szkło wypełnione po brzegi ciastkami na łóżku. Oczywiście niesamowicie głodna Sakura sięgnęła po ciastko, które okazało się bardzo kruszyć w drobnej dłoni. ~~Ah, ta Konan. Ciekawość zabiła kota, powinna o tym wiedzieć.~~ Westchnęła w myślach głodna kunoichi widząc podstęp. Z ciastkiem usiadła przy biurku, gdzie nie było widać jej twarzy i zdjęła maskę. Kaptur był głęboki, więc nawet mimo światła świecy stojącej na biurku, Konan nie była w stanie nakarmić swojej ciekawości w dyskretny sposób. Zostało jej tylko składanie origami ręcznie. Zawsze to jakaś rozrywka. Sakura za to wepchnęła brutalnie ciastko do ust. Jednak jego ciemna barwa nie kłamała, było kakaowe. ~~No to czas się zabrać do roboty.~~
   Po przeczytaniu obydwu zwojów dowiedziała się, że jej celem ma być zbieranie informacji o ogoniastych bestiach, jiinchuurikich i opcjonalnie o zagrożeniach czyhających na Akatsuki. Prosta sprawa. Ale cóż to się stało? To babsko zasnęło. Aż na bladej twarzy zagościł uśmiech. Wpadła na genialny pomysł zapytania Lidera gdzie ją odłożyć. Ale to wpierw trzeba się przyszykować do wyjścia. Maska na ryj i hop do przodu.
   Stała pod drzwiami gabinetu Paina z kobietą przerzuconą przez prawe ramię. Wiedziała, że między ścianami labiryntu siedziby może być zimno, toteż zrobiła ze swojego bagażu i koca znalezionego w szafie wielkie burrito. Zapukała lewą ręką do drzwi. Po usłyszeniu głośnego "wejść" otworzyła drzwi tą samą ręką, bo była wolna i weszła.
   -Ohayo Liderze. Przyniosłam prezent. Zasnęła u mnie i nie wiem gdzie mam ją położyć.- Posiadacz rinnegana przyjrzał się tyłowi naleśnika spływającego z barku Tsubaki. ~~Krzepka baba, nie ma co.~~ Pomyślał widząc z jaką łatwością ją utrzymywała na miejscu.
   -Możesz ją położyć na tej kanapie, ja ją potem zaniosę do pokoju. Arigatou za fatygę, nie będę jej musiał przynajmniej teraz wszędzie szukać.- Chyba się jej przywidziało, ale przywódca wyglądał, jakby się lekko uśmiechał. Położyła Konan na ciemnej, czystej kanapie i rozmasowując bark udała się w stronę wyjścia. Wreszcie mogła iść spać.
   -Oyasuminasai, Pain-san.- powiedziała przez ramię i wyszła. Teraz droga do pokoju wydawała się czymś pięknym. Gdy już tam trafiła mogła mieć święty spokój. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi rozwiązała wszystkie supły jakie przeszkadzały jej w rozebraniu się i rzuciła peleryną na stół. Zdjętą już maskę położyła na krawędzi poduszki. Buty rzuciła pod drzwi do łazienki. Ubranie robocze wylądowało na cienkim płaszczyku. Teraz już w samej bieliźnie położyła się na łóżku i przykryła lodowatą kołdrą. Skulona w kłębek szybko się nagrzała i zasnęła.
   Obudziła się zanim zaczęło świtać. Mogła się zorientować w porze dnia bądź nocy wyglądając przez malutkie okienko pod sufitem. Wczorajsze odzienie jeszcze się nadawały do noszenia, więc je założyła. ~~I tak na treningu się rozwalą do końca.~~ Zarzuciła na siebie standardowo pelerynę i zakryła twarz swoją białą maską. Już miała wychodzić do kuchni, gdy sobie przypomniała o kaburze z bronią. Bez sensu iść na trening do lasu bez broni.
   W pomieszczeniu przeznaczonym do przygotowywania posiłków było pusto. Znalazła jakieś opakowanie z pokrojonym bochenkiem chleba i szynkę. Przygotowała kanapki z całego chleba, ale sama zjadła tylko trzy. ~~Może ktoś się ucieszy widząc już przygotowane śniadanie.~~ Nalała do czajnika wodę i postawiła go na palniku. W naściennej szafce stały kubki, cukier, wywietrzała herbata i młynek do kawy. Wyjęła najbardziej uroczy kubek jaki znalazła, nasypała herbaty i czekała, aż gwizdek zasygnalizuje zagotowanie się wody. Gdy napój już trochę ostygł uniosła maskę lekko w stronę czoła odsłaniając usta i napiła się.Gdyby ktoś wszedł, nie byłby w stanie przyjrzeć się odkrytej części twarzy dziewczyny z powodu cienia rzucanego przez wnętrze kaptura. Umyła po sobie naczynia i ruszyła do wyjścia z tego siedliska samców.
   W drodze na miejsce wyznaczone do treningu kunoichi starała się jak najlepiej rozgrzać skacząc i bujając się na gałęziach drzew. Polankę do treningu wyznaczała na ślepo, więc nie zdziwiła się widząc gęsto rosnące drzewa. Postanowiła to wykorzystać. Zaczęła wyprowadzać ciosy w drzewa w najbliższym otoczeniu. Nie używała chakry do zwiększenia siły uderzeń, ani nie używała praktycznie siły. Tym razem jej kryteriami była precyzja i staranność przy wyprowadzaniu kopnięć czy uderzeń. Stopniowo zwiększała tępo. Sakura już zaczynała odczuwać ciepło związane z dokładnym rozgrzaniem mięśni, a Itachiego dalej ani widu, ani słychu. Wciąż molestując drzewa zaczęła wyszukiwać znajomej chakry. Wyczuła jedno, szybko zbliżające się źródło chakry. Zatrzymała się i wskoczyła na gałąź najbliższego drzewa. Teraz będzie na równi z tym shinobim. Okazał się nim być Itachi, co jakoś nie zdziwiło dziewczyny.
   -Ohayo.- Cicho powiedział zaspanym głosem. Dziewczyna mu tylko skinęła głową. Zsunęła maskę na szyję i przerzuciła na kark. Wbiła kunai w drzewo i zawiesiła na nim jak na wieszaku szmatę robiącą za odzież wierzchnią. ~~Teraz to mogę zacząć trening.~~ Pomyślała z cieniem uśmiechu na twarzy.

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 5

   Witam! Na wstępie chciałam przeprosić, że tak długo trwało napisanie tego i tak krótkiego rozdziału. Myślę, że jeszcze piszę dość nudne rzeczy, ale to się zmieni! Obiecuję! Nie jestem jakaś dobra w pisaniu, ale lubię czasem powymyślać jakieś wydarzenia związane z anime, które lubię. Dziękuję również za cierpliwość osób cierpliwych. Zapewne są osoby, które już tu nie zajrzą, bo za długo czekały, ale mówi się trudno. Miłego czytania, następny rozdział już będzie szybciej, bo po testach. Czas dalej olewać naukę! >:D


~~~~~


   Dziewczyna ponownie zrzuciła z siebie płaszcz z kapturem i zajęła się wstążką od maski. Po pozbyciu się jej z twarzy spojrzała z żalem na garść wyrwanych, różowych włosów wplątanych w supełki. Odrzuciła również kaburę na broń na łóżko tak, jak to zrobiła z poprzednimi częściami garderoby. Pozostało jej jedynie wyjęcie czegoś na zmianę. W małym, drucianym koszyku wiszącym nad wanną leżała butelka z płynem pod prysznic. Niewiele myśląc usiadła na krawędzi wanny i wzięła do ręki "pogromcę brudu" w płynie. Swoją drogą niezła nazwa. Ciekawe czy jest tak skuteczny jak mówi duży, niebieski napis. Zapach jagodowo-wiśniowy. Odłożyła plastikową buteleczkę na miejsce i przekręciła kurki z symbolami ciepłej i zimnej wody. Podczas gdy Sakura zdejmowała ubrania robocze, woda płynęła z kraniku wydając charakterystyczny szum.
   Po szalonej kąpieli wyszła z wanny i owinęła się w sztywny od prania ręcznik. Miło, że zaopatrzyli łazienkę w też i taki sprzęt. Jako, że Tsubaki podróżuje, to nie posiada w swoim ekwipunku miejsca na takie gadżety jak ręcznik. Na jej nieszczęście usłyszała pukanie do drzwi. Głośne i zdecydowane. Przede wszystkim trzeba chronić swoją tożsamość. Niewiele myśląc założyła byle jak maskę na twarz i kaptur od płaszcza na włosy.
   -P-proszę- odezwała się niepewnie, lecz na tyle głośno, by osoba zza drzwi ją usłyszała.
Wejście ukazało postać Konan. ZNOWU. ~~Co za natrętna baba... Albo natrętny Lider.~~
   -O, widzę, że jesteśmy czyściutcy.- Uśmiech. Bawił ją fakt, że nie jest jedyną kobietą w gronie tych dzikich samców. Nową członkinię również to pocieszało.
   -Tak. Przyszłaś z jakiegoś konkretnego powodu?- Chłodna postawa różowowłosej była jedynie na pokaz. Obie to widziały.
   -Właściwie, to za pół godziny spotykamy się w salonie, żeby się z Tobą wszyscy poznali. Hidan bardzo chce poznać Twoje umiejętności. Chętnie popatrzę, jak ten pacan leży pod czyimś obcasem, bo pozwala sobie na zbyt wiele. Więc miałam przekazać wiadomość o spotkaniu i też chciałam dotrzymać Ci towarzystwa. Nawet nie wiesz jak się tutaj nudzę...- Jej twarz przybrała wyraz rozgoryczenia. Sakura zaczęła jej współczuć, siedzenie z samymi facetami może odbijać się na psychice.
   -Dzięki. Usiądź sobie tutaj, a ja na chwilkę jeszcze muszę... No ten... -Skoczyła do łazienki, niczym jelonek za krzak. Wróciła już w pełnym stroju. Konan siedziała na łóżku z kolanami pod brodą. Zamaskowana Sakura usiadła obok niej.
   -W ogóle to wszyscy są cholernie ciekawi jak wygląda Twoja twarz, wiesz?- Zaczęła Konan.
   -Domyślam się, też bym pewnie była ciekawa.- Po chwili ciszy niebieskowłosa odważyła się zadać nurtujące wszystkich pytanie.
   -Pokażesz mi? Nikomu nie powiem, proszę- zajęczała przeciągając samogłoski. Szybko zmieniła pozycję na klęczącą jak do modlitwy.
   -Nie.- Powiedziała zamaskowana obojętnym tonem.
   -To może chociaż mi opiszesz?- Widać bardzo jej na tym zależało.
   -Ehh, czemu nie?- westchnęła właścicielka maski.- Jestem blada, mam zielone oczy, mały nos, lekko pucułowate policzki i dość spore wargi. Pominęłam coś szczególnie cię ciekawiącego?
   -Nie, dziękuję, że mi powiedziałaś. Nikomu nie powiem. Obiecuję.- Użytkowniczka technik origami (huhu) przyłożyła lewą dłoń nad masywną piersią, drugą wznosząc ku górze. Szybko opuściła ręce wystraszona nagłym hukiem na korytarzu. Sakura zerwała się do drzwi i otworzyła je zamaszystym ruchem. Okazało się, że drzwi mają uszy. Tymi uszami był nie kto inny tylko Tobi. Obie kunoichi spodziewały się, że zaraz nerwowo wstanie, przyłoży dłoń do potylicy i zacznie mówić, jaki to z niego grzeczny chłopak. Tak jednak nie zrobił. Zamiast tego wyprostował się z godnością , przeprosił, i elegancko ukłoniwszy się poszedł w stronę salonu. Jedyne przedstawicielki płci pięknej w organizacji również postanowiły już ruszyć w tamtym kierunku. Gdy już stały przy futrynie, różowowłosa wstrzymała oddech i weszła za przewodniczką. Powitały je gromkie brawa i gwizdy. Konan prychnęła tylko na nich i pociągnęła zdziwioną Tsubaki za rękę.
   -Nie przejmuj się, oni tak zawsze reagują na mądrzejszych.- Powiedziała patrząc z wyższością na resztę Akatsuki. Teraz dopiero "nowa" się rozejrzała po pokoju. Ściany pomalowane były na beżowo. Kolor dobrze współgrał z ciekawą, nieregularnie zaakcentowaną fakturą. Na środku pokoju leżał ciemnoczerwony, gładki dywan. Podłoga z ciemnych, drewnianych klepek. Dywan chował się pod stolikiem do kawy. Środek blatu był wyłożony ceramicznymi płytkami i okolony na krawędziach polakierowanymi, jasnymi deskami. Kilka kubków z niedopitą herbatą bądź kawą brudziło powierzchnię stolika ściekającymi strugami napojów. ~~Prosiaczki~~ pomyślała Sakura.
   -Mogłabyś się przestać rozglądać i zająć miejsce?- Spytała ją Konan szepcząc na ucho. Ta w odpowiedzi kiwnęła lekko głową i usiadła na kanapie obok. Powierciła się chwilę, by odnaleźć najwygodniejszą pozycję i znieruchomiała. Cóż, do najwygodniejszych te poduszki nie należały. Poczuła dźgnięcie łokciem w lewy bok. Spojrzawszy w tamtą stronę napotkała spojrzenie wyznawcy Jashina. Na jego twarz widać było ledwo powstrzymywany śmiech. Nie tylko na jego twarzy, ale również na twarzach Deidary i Kisame. Ku niemałemu zdziwieniu Sakury, mogła zobaczyć również zaróżowioną na policzkach od głupiego chichotu twarz Sasoriego. ~~MYŚLAŁAM, ŻE TA LALECZKA NIE ŻYJE!~~ pomyślała. Widocznie się myliła, ale nie mogła okazywać zdziwienia. Jakoś go musieli odratować. Tak, trzeba będzie się dyskretnie dowiedzieć. A poza tym jakim cudem lalka się rumieni? A może to nie lalka? Ciszę przerwało jedno z sześciu ścieżek bólu szeleszcząc materiałem płaszczu podczas wstawania. Rozejrzał się po wszystkich twarzach po kolei, zaczynając na Konan i Tsubaki, kończąc na Kakuzu i Itachim.
   -Zwołałem to zebranie, by wam przekazać kilka informacji. Kunoichi powszechnie znana jako Tsubaki wstąpiła dzisiaj w nasze szeregi na czas bliżej nieokreślony. Ma ona zbierać dla nas informacje, dlatego większość misji będzie wykonywać w grupie dwuosobowej, której drugi członek będzie zmieniany zależnie od wymagań Tsubaki. Zdarzać się będzie też tak, że dołączy do zupełnie innej misji wykonywanej przez stałą grupę.- Teraz zwrócił się w stronę wcześniej wspomnianej kunoichi.- Chciałbym poprosić abyś w czasie wykonywania misji nosiła płaszcz Akatsuki i słomiany kapelusz jak wszyscy. Jeśli chodzi o pierścień, to dostaniesz ten po Zetsu. Ale musisz go wyskrobać z tego, co po nim zostało. Możesz się tym zająć z Sasorim.- Zwrócił twarz w stronę legendarnego lalkarza. Czerwonowłosy natomiast w stronę Tsubaki. Jego brązowe oczy jak zawsze wyrażały znudzenie. Jednak wszystkie pary oczu znów powędrowały w stronę, z której dochodził głos lidera.
   -Mogłabyś, Tsubaki-san wstać i powiedzieć wszystkim coś o sobie?- Spojrzał na nią wymownie. Zakapturzona kobieta westchnęła cicho i wstała przy akompaniamencie sprężyn kanapy. Odchrząknęła głośno i odszukiwała maską twarze członków Akatsuki po kolei. Postanowiła zagrać przed wszystkimi nerwową i cichutką dziewczynkę. Poprawiła szybkim ruchem węzeł peleryny wciąż uważnie obserwując otoczenie, przyłożyła opuszki palców prawej dłoni do zasłoniętego przez drewno policzka. Druga dłoń powędrowała do falującego materiału zaciskając się na nim. Kolana nieporadnie złączyła i rozpoczęła kreowanie charakteru postaci.
   -Etto... Jestem Tsubaki, lubię dostać porządny wycisk na treningu...- powiedziała drżącym głosikiem.- I sumiennie wykonywać powierzone mi zadania. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.- Końcówkę wypowiedziała na jednym wydechu. Szczerze wątpiła, by ta banda zabójców się na to nabrała, ale zawsze można urozmaicić nawet najnudniejszą pracę w taki sposób. O dziwo udało jej się przekonać Akatsuki co do jej niewinności. W pomieszczeniu słychać było jedynie dźwięk tłukących z rozmachem o podłogę szczęk. ~~Liczy się pierwsze wrażenie~~ pomyślała triumfalnie się uśmiechając. Szybko opadła z powrotem na sprężyny i rozkoszowała się minami jej nowych towarzyszy. Dziewczyna nie zdziwiłaby się widząc, jak sztuczne gałki oczne wypadają z orbit Sasoriemu, ale osoby, które już miały z nią styczność musiały szukać własnych wśród wcześniej wymienionych żuchw.
   -Cz-czy możemy już iść?- Zapytał Kisame.
   -Tak, proszę. Tylko Tsubaki niech jeszcze zostanie.- Odpowiedział wciąż pod wpływem szoku Pain. Wszyscy wyszli oprócz niego, "aktoreczki" i niebieskowłosej. Dała przedstawienie niczym Tobi w swojej masce wyglądającej jak zmiksowana pomarańcza. 
   -Chciałem się dowiedzieć, czy zapoznałaś się już ze zwojami.- Usłyszała spokojny głos.
   -Jeszcze nie miałam czasu na to.- Odparła nie patrząc na niego.- Myślę, że pójdę to teraz zrobić. Do zobaczenia, Pain-san, Konan-chan.- Ukłon, w tył zwrot, wymarsz z salonu. ~~Prawdopodobnie chcieliby zostać sami, porozmawiać czy coś. Nie będę nikomu tu wchodzić w drogę.~~ pomyślała z poważną miną i pokiwała sama sobie na znak uznania dla mądrego pomysłu. Wiedziała, że od kiedy wyszła z miejsca spotkania któryś z członków tej jakże rozrywkowej trupy cyrkowej ją obserwuje, a nawet śledzi. W połowie drogi do swojego pokoju Sakura skręciła w jakiś nieznany jej dotąd korytarz. ~~Trzy-czte-ry!~~ Odwróciła się i ujrzała przed sobą postać w płaszczu z czerwonymi chmurkami i w kapeluszu przypominającym duży talerz z dzwoneczkiem na jakimś dzyndzlu. 


~~~


Do przeczytania!~ Ave.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 4

Witam! Dzisiaj razem z tym rozdziałem, chciałabym żebyście uruchomiły/uruchomili swoją wyobraźnię! :D A jest tak bo osobiście nie lubię mieć narzuconego w książkach czy innych tekstach opisu miejsca, w większości przypadków tego po prostu nie mogę znieść. Dlatego tutaj będą skromniejsze opisy :) Jestem tylko małą dziewczynką, która oprócz przekazania Wam mojego pomysłu, chciałaby również rozwijać Was w ten sposób :D Po prostu chcę być użyteczna :c hehe :D Miłego czytania :3


~*~*~*~*~*~*~*~


   ~~Teraz się dopiero będzie działo...~~ pomyślała z wrednym uśmieszkiem zamaskowana kobieta. Wejściem był brak wejścia, ot taka sobie skalna ściana. Sakura wyczuła barierę mającą maskować chakry. Pech chciał, że jej wcale nie przeszkadzała w policzeniu osób w kryjówce. Zanim Kisame zdążył się choćby zabrać do otwierania bariery, Ona już przez nią przeszła otwierając tylko samej sobie. Mężczyźni widocznie nie docenili jej wystarczająco, bo uznali, że grzecznie zaczeka, aż oni się rozprawią z wejściem. Z zawstydzonym rumieńcem dołączyli do dziewczyny. Na przód "pochodu" wysunął się najwyższy z trójki shinobi. Idąc przez korytarz w surowym stanie słyszeli stukot butów uderzających o podłogę. Droga ciągnęła się niemiłosiernie i można było zauważyć, że podłoga opada delikatnie w dół. Sakura z niesmakiem odkryła, że nadepnęła na truchło szczura prawdopodobnie nafaszerowanego trutkami. ~~To się wyczyści...~~ zapewniała się w myślach. Po przejściu korytarza natrafili na stalową bramę. Kisame otworzył ją szeregiem siedmiu pieczęci i weszli przez nią. Po przebyciu kolejnych kilku metrów usłyszeli zgrzyt bramy i głośny trzask. ~~Sama się zamyka, burżuje.~~ W kilku miejscach podłoża siedziały opierając się o ścianę stare laleczki Sasoriego. Najwyraźniej miały straszyć lub zastępować trupy. Urocze. Doszli do topornie zrobionych, drewnianych drzwi, które były obite żelazem w rogach, przez połowę przechodziła kolejna porcja blachy. Była też w miejscu zamka. "Przewodnik" wyjął z kieszeni płaszcza poczerniały ze starości klucz. Wprowadził do niego chakrę i włożył w zamek. Po chwili można było usłyszeć charakterystyczny szczęk. Sakura dopiero teraz spojrzała na drzwi, które ustąpiły przed nimi. Uderzyła ją w odkrytą skórę fala suchego powietrza. Zakryła się bardziej płaszczem, bo nie ma sensu pokazywać ciałka tym chłoptasiom. Blondyn przyuważył jej trochę zbyt zamaszysty gest. ~~Jakby się nami brzydziła... Albo wstydziła.~~ pomyślał ze zdziwieniem Deidara. Głupie rzeczy mu przychodzą do głowy. Wnętrze bazy Akatsuki było dość czyste jak na taką dziurę. Zamaskowana kobieta spodziewała się takiego samego "wystroju" co w wejściu. Zawiodła się trochę. Ściany były pomalowane bordową farbą. Podłoga wyłożona płytkami z jakiegoś ciemnego kamienia. ~~Kafelki to dobre rozwiązanie, łatwiej zmyć krew i inne płyny~~ pomyślała dziewczyna. Jednak ktoś tu myślał o względnym zachowaniu czystości i praktycznym zastosowaniu kafelków. Teraz niebieskooki chłopak prowadził, Tsubaki szła za nim, a na końcu "pan z obandażowanym lizakiem".
   Doszli do kolejnych drewnianych drzwi, lecz te nie miały już charakteru obronnego jak poprzednie, przez które przechodzili. Chłopak zapukał, a po usłyszeniu przyzwolenia na wejście otworzył drzwi przed kunoichi. Zdziwiona jego grzecznym zachowaniem weszła, a tuż za nią jej eskorta. ~~Cóż, Akatsuki czy nie- kultura obowiązuje.~~ Uśmiechnęła się pod maską. To w końcu tylko ludzie. Albo aż ludzie. Stanęła po środku pokoju zwrócona białą maską w stronę biurka. Umięśniony mężczyzna stanął po jej prawej, a drobniejszy po jej lewej. Jak się spodziewała, Pain wstał w celu okazania szacunku nowo przybyłym osobom.
 -Witaj w Akatsuki, Tsubaki-dono.- Odezwał się przywódca organizacji.
 -Dzień dobry, Pain-san, Konan-san.- Tak jak przewidywała, jedyna kobieta wśród tej bandy terrorystów tez tu była.
 -Dzień dobry.- Odpowiedziała zaczepiona kobieta. Zaraz po tym wyszła z pokoju, a za nią kolejna dwójka zostawiając Sakurę samą z posiadaczem Rinnegana.
 -Proszę usiąść- wskazał na skórzany fotel przed biurkiem. Posłusznie zajęła miejsce, on zaraz potem również to uczynił. ~~Teraz będą interesy, oho... Ciekawe co zaproponuje.~~ Gospodarz wysunął szufladę z cichym szmerem z biurka i wyłożył na blat biurka trzy zwoje, pióro i kałamarz. Dwa zwoje były zielone na krawędziach, a jeden niebieski. Domyśliła się, że ten niebieski należy wypełnić swoimi danymi, a reszta to informacje niezbędne do misji, którą musi wykonać. Rozwinęła przed sobą niebieski i zaczęła wypełniać co którąś rubryczkę. Wyglądało to mniej więcej tak:


  1. Imię: Tsubaki
  2. Nazwisko: -
  3. Wiek: -
  4. Data urodzenia: -
  5. Miejsce urodzenia: -
  6. Wykształcenie: Medic Ninja
  7. Stopnień: Chunin
  8. Grupa krwi:
  9. Imię i nazwisko matki: -
  10. Imię i nazwisko ojca: -
  11. Stan cywilny: -
  12. Status majątkowy: -
  13. Plany na przyszłość: Posrało Cię, Pain
   Było też miejsce na zdjęcie, którego oczywiście Sakura nie wkleiła. Po co im zdjęcie maski? Twarzy nie pokaże, bo to się gryzie z jej interesami. Im dalej czytała, tym bardziej musiała powstrzymywać śmiech. Zwinęła swoje personalia i przesunęła je po biurku w stronę mężczyzny. Ten wziął go w ręce i stopniowo rozwijał czytając. Po zerknięciu na 13. pytanie nieźle się zdziwił. Ale spodobało mu się jej podejście, ma każdego w dupie i nic nie musi. ~~Luźna babka~~ uśmiechnął się w myślach.
 -Masz gdzie spać?-Zapytał Lider. 
 -Jesteśmy na Ty? Nie musisz się martwić, nie będę zajmować waszych pokoi.-Skierowała maskę w jego stronę. 
 -Nie jesteśmy ale nie ma sensu bawić się w grzeczności. Zapoznaj się z zawartością tych dwóch zwojów. Są Twoje. Jak na razie zostań tutaj. Jak wyjdziesz z mojego gabinetu, to po lewej masz pokoje, a po prawej salon, jadalnię i kuchnię. Trzymaj, tym kluczem otworzysz swój pokój. Możesz już iść. 
 -Dziękuję za pozwolenie, wielmożny- szepnęła z kpiną do siebie dziewczyna. Maska wytłumiła szept do ledwie słyszalnego szmeru podobnego do szmeru jej butów po podłodze. Otworzyła drzwi i bez słowa wyszła trzaskając. Wpierw skierowała się w lewo. Spojrzała na kluczyk trzymany w drobnej i bladej dłoni. Pokoje ponumerowane były malejąco z tego co zauważyła. Mijała dziewiąty, ósmy, siódmy i wreszcie szósty. Kawałek metalu gładko wszedł w dziurkę i przekręcił się z kliknięciem otwierając drzwi. Ściany miały ciemny odcień bordu. Podłoga poukładana z pociemniałych ze starości bądź w wyniku ciemności drewnianych klepek. Po prawej stronie drzwi w ścianie tkwił świecznik a na nim nowa świeczka i pudełko zapałek. Zapaliła szybko wszystkie świeczniki wystające z czterech ścian i odłożyła zapałki na mały stoliczek przy łóżku. Wcześniej światło dawało tylko małe okienko tuż pod sufitem na przeciwległej ścianie od wejścia. Pod nim stało wcześniej wspomniane łóżko i stoliczek. W ścianie na przeciw łóżka były drzwi, najpewniej do łazienki. Wejście do tej krainy czystości było obstawione szafą z wieszakami po lewej i komodą po prawej. ~~Ciekawe czy łazienka też jest dobrze zaopatrzona~~ pomyślała dziewczyna. Ostrożnie zdjęła kaptur ukazując różowe włosy w nieporadnym koku. Sznureczki pod nim trzymające płaszcz na miejscu nie były wyzwaniem. Wstążki od maski oczywiście zaplątały się we włosy. wyjęła z saszetki na udzie senbon i zaczęła nim majstrować z tyłu gdy usłyszała pukanie do drzwi. Szybko naciągnęła kaptur na głowę i pojawiła się przy drzwiach z senbon na wysokości gardła gościa. Szybko włożyła je na swoje miejsce widząc Konan. 
 -Cóż za ciepłe powitanie. Lider mnie przysłał żebym sprawdziła czy nie brakuje Ci niektórych mebli. Czasami są niszczone przez tą bandę kocich członków.- Westchnęła niebieskowłosa kobieta. Sakura przepuściła gościa do pokoju obserwując go zza szpar na oczy w masce. Poszła za nią do łazienki i ujrzawszy ją pierwszy raz odetchnęła z ulgą. Duża wanna z prysznicem to to czego chciała. Konan zniknęła tak szybko, jak się pojawiła zostawiając kunoichi sam na sam z jej nowym partnerem- Panem Wanną. 

~*~*~*~*~*~*~*~


Troszkę długo mi też zeszło. Przepraszam :c Głowy nie mam, urwali mi ją w szkole i dalej nie znalazłam. Myślę, że ten rozdział jest wystarczająco długi by Was zadowolić, ciągle słyszałam tylko "kiedy rozdział durniu?!", "Ma być długo, bo jak nie to pożałujesz", "NIE JEDZ TEGO!!!" i tego typu rzeczy. :/ Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu, ciężko mi się go pisało na początku ale teraz się rozkręciłam trochę. Dodałam śmieszniejszych akcentów, mam nadzieję, że nie gorszących Was za bardzo... Mam nieszablonowe poczucie humoru, to trzeba przyznać. No cóż, do następnego rozdziału!

Ave >:D

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 3

   -Przejdźmy do konkretów- zaczął Kisame z kpiącym uśmiechem.- Zetsu, ta kretyńska doniczka na nogach, został zlikwidowany, więc Akatsuki potrzebuje szpiega. Dołącz do nas- walnął prosto z mostu opierając się na Samehadzie. Dziewczyna uniosła brwi pod maską. ~Ciekawa propozycja, nie ukrywam~ pomyślała.
   -Na jak długo mnie potrzebujecie?- zapytała maskując zaciekawienie kolejną maską obojętności. Oczywiście, że wiedziała o śmierci tego uciążliwego "kwiatuszka". Co by z niej był za szpieg gdyby nie wiedziała kto, gdzie, kiedy, dlaczego i przez kogo?
   -Jeśli jesteś zainteresowana to więcej szczegółów udzieli Ci Lider. Rozumiem, że jesteś zaciekawiona również wynagrodzeniem i pracą jaką będziesz musiała włożyć, prawda Tsubaki-chan?-Spoufala się. To, że jest znany jako ogoniasta bestia bez ogona nie znaczy, że może sobie pozwalać. Uśmiechnął się przyjaźnie. Gdyby prychnęła byłoby to nieokazaniem szacunku, którego on jej nie ukazuje. Widocznie nie uznaje w niej autorytetu, uznaje się za kogoś równego. Ciekawe.
   -Hai...-chrząknęła- Kisame-kun.- Nie mogła się powstrzymać od drobnej złośliwości. W końcu Sakura, jak i Tsubaki mają swoją dumę. Jednak nie mógł dostrzec na jej twarzy tego złośliwego uśmieszku, który się teraz na niej czaił. Deidara najwyraźniej zaczął się nudzić, gdyż zaczął wiercić się jak dzieciak z ADHD. Rozglądał się po całym barze swymi jasnymi oczami. Wreszcie usiedli, ciągle stali jak jacyś debile co całą trójkę wręcz denerwowało. Blondyn wstał po chwili niezręcznej ciszy mówiąc, że coś zamówi. Wrócił radośnie podskakując. Kunoichi uśmiechnęła się pod maską. Brakowało mu tylko koszyczka z kwiatkami. Zaczęła go sobie wyobrażać zbierającego na łączce różnorakie zielsko.
   -Tsubaki-chan, mam nadzieję, że lubisz mitarashi dango? Un.- uśmiechnął się blondyn.
   -Deidara-san, nie musiałeś mi nic zamawiać. Mam swoje pieniądze i gdybym potrzebowała je na coś wydać, zrobiłabym to.
   -Jesteś taka zimna- jęknął przeciągając samogłoski. Nadgorliwiec się znalazł. Zachowuje się jakby się długo znali, a tak nie jest. Ona nawet nie przyjęła jeszcze oferty... Czy to lizusostwo jest po to by dołączyła do nich? Muszą naprawdę potrzebować szpiega. Nie dziwi im się, nie ma lepszego szpiega od niej.
   -Dużo masz informacji o Akatsuki?- ciekawski głos właściciela Samehady wyrwał ją z niemych narzekań.
   -Wystarczająco by wiedzieć jak z Wami walczyć. Nie wścibiam nosa w życie prywatne.-Skłamała. Wiedziała rzeczy, których po szczególni członkowie organizacji nie wiedzieli o swoich towarzyszach. W końcu taka wiedza zawsze może się przydać lecz posiadanie jej jest równie niebezpieczne, co bawienie się z ogoniastymi bestiami kauczukową piłeczką.
   -A dlaczego pytasz?- zwróciła się do niego podejrzliwie.
   -Po prostu interesuje mnie Twoja sława i praca, którą się zajmujesz. To niebezpieczne dla takiej małej dziewczynki. Skoro sobie radzisz, to musisz być nieźle wyrzeźbiona.- Pfff... Faceci myślą tylko o jednym, przeklęty Hoshikage, co on sobie myśli?! Jak ona wstanie, to on nie wstanie przez miesiąc. Gorąco uderzało w jej twarz z nerwów. Ciężko się oddychało w masce, w takich sytuacjach, gdy dziewczyna nie była zdolna do opanowania się. Panowanie nad gniewem nie było jej mocną stroną, za to ten przeklęty Sasuke musiał być w tym mistrzem. Jeszcze bardziej się zdenerwowała. Zanim ktokolwiek mógł zauważyć, już stała nad rosłym mężczyzną. Nie zwróciłby uwagi na nią gdyby nie to, że stała jedną nogą na jego talerzu, na stole z desek. Spojrzał obojętnie w górę i spotkał gniewny wzrok zielonych oczu. Nie było to przyjemne uczucie. Deidara podniósł się z miejsca sięgając po katanę dziewczyny. Już miał jej dotknąć gdy go lekko trzepnęła w rękę swoją drobną dłonią. Jej skóra była czerwona. Maska wciąż tkwiła 20 centymetrów od twarzy starszego shinobi. Wstał spokojnie na co młodszy członek Akatsuki odsunął się. Nie lubi Kisame na tyle żeby być jego potakiwaczem podczas głupich kłótni. Gdy "Ogoniasta Bestia bez ogona" wstała, Sakurze zapulsowała żyłka na czole. Mimo, że stała na stole to jej oczy były teraz na poziomie jego oczu. Obszedł stół na około. Najwyraźniej chciał się bić. Dziewczyna zeskoczyła ze stołu i stanęła przed nim w pozycji obronnej. 
   -Co u licha...-zdziwiła się kunoichi. Ten, który nie brał jej na poważnie, teraz przykucnął przed nią podpierając się kolanem drugiej nogi w geście uniżenia. Nie mogła spojrzeć mu w twarz, gdyż ta była zwrócona ku jej stopom. 
   -Gomenasai, Tsubaki-dono.-Jego oczy skierowały się ku jej masce. Mógł zobaczyć zdziwienie w szparach na oczy. 
   -I tak powinno jak na razie być.-Powiedziała chłodno "ta wyższa".-Usiądźmy z powrotem do stołu Hoshigaki-san.-Tym razem dało się usłyszeć cieplejszą barwę głosu. Jak powiedziała, tak też zrobili.
   -Ittadakimasu!-Życzyli sobie smacznego i zabrali się za zamówienia Deidary. Deidara oczywiście wykrzyknął z entuzjazmem. Głos Kisame był już taki jak zwykle- niepoważny. Sakura za to była ponura. Cieszyła się jednak z zielonej herbaty i dango. W myślach podziękowała blondynowi za posiłek. 
   Gdy zjedli, opuścili lokal zostawiając pieniądze przy barku z alkoholem. Mężczyźni się zamaskowali, kobieta nie musiała, bo już była. Biegli w kierunku wyglądającym kunoichi na Ukrytą Wioskę Deszczu. Mimo, iż była to zamknięta wioska dla ludzi z zewnątrz to jej zawsze miło się przyjmowało oraz wykonywało zlecenia w tamtym obszarze. Ta szarość napełniała jej umysł spokojem, a deszcz sprawiał, że myśli były klarowne. Jednak kryjówka organizacji nie mieściła się nawet w pobliżu tej wioski. Sakura bardzo dobrze o tym wiedziała, w końcu to szpieg. Osada była tylko zmyłką. Gdy dotarli do bramy gęstego deszczu charakteryzującego te rejony, musieli odbić w prawo. Biegli na skraju ściany stworzonej przez deszcz. Oni po stronie suchej, ona- wilgotnej. Deidara chciał to jakoś skomentować, lecz się powstrzymał widząc jak ta odrzuca pelerynę do tyłu odsłaniając ramiona. Zresztą nie tylko ramiona, a całe ciało oprócz oczywiście głowy. Mógł zauważyć jak jej muskularne jak na kobietę ramiona poruszają się do przodu i do tyłu. Jak jej łydki napinają się i rozluźniają. Jak jej uda falują przy zderzeniu nóg z podłożem. Jak jej drobne piersi unoszą się delikatnie i opadają. Deszcz obmywał ją, ukazując jej imponujące ciało w innej perspektywie. Wyglądała nieziemsko (dop. aut. dupa nie z tej galaktyki, musiałam). Wciąż biegli, jednak z większym zapałem niż na początku. Zbliżali się na miejsce. Sakura nie musiała wiedzieć gdzie leży kryjówka, mogła to poczuć. Wraz ze zmniejszaniem dystansu na jej skórze występowało coraz więcej wypukłych punkcików. Od nadmiaru wyczuwalnej chakry w powietrzu, na ciele Tsubaki pojawiała się gęsia skórka. Wstydziłaby się do tego przyznać lecz imponowało jej to w pewnym stopniu. Sama posiadała wiele chakry, która również do przeciętnych nie należała. Teraz już szli. Powłoka z wody nie towarzyszyła już kobiecie od kilku kilometrów. 
   -Tsubaki-san, dotarliśmy już na miejsce- powiedział z uśmiechem na twarzy średni wiekiem w tej grupie. 
   -Rozumiem.- Odparła krótko kręcąc swym ciałem jak mokry zwierzak. Nie chciała by skapywała z niej woda w ich kryjówce, to byłoby lekceważące zachowanie. Najwyższego z trójki rozbawił ten widok. 
   - No to wchodzimy- rzekł Kisame w celu ośmielenia nowej towarzyszki, jak i starego towarzysza. ~Teraz się dopiero będzie działo...~ pomyślała z wrednym uśmieszkiem zamaskowana kobieta.


~~~~~~~


No to jest kolejny rozdzialik, mam nadzieje, że nie wyszedł bardzo nudny, pisało mi się go nawet przyjemnie mimo bólu głowy jaki mi towarzyszy ostatnio coraz częściej :/ Hmmm... jest wydaje mi się, że wystarczającej długości ale przez to może być monotonny, nie chcę pisać jakichś głupot tylko coś co by brzmiało autentycznie :P jak komuś nie pasuje to przykro mi, to jest mój charakter przelany na monitor :D mój humor również odbija się w tym rozdziale i zostawia na nim odciski swych brudnych łapek... Ale co tam będę truć Wam, nieznajomym o moich problemach i stękać co mnie boli :P mam Wam sprawić przyjemność z czytania :D Następny rozdział za chwilę zaczynam, mam nadzieję, że pójdzie mi płynniej, będzie na pewno weselszy, obiecuję :P No więc zapraszam do kontaktów na Skype oraz GaduGadu, jeżeli chcesz być informowany/a (raczej "a" :P) o nowych rozdziałach lub jak chcesz mi coś zaproponować, czy najzwyczajniej w świecie pogadać :P 
Ave >:D

piątek, 10 stycznia 2014

UWAGA! KOLEJNY KONTAKT!

Dzień dobry, dobry wieczór czy popołudnio-wieczór. Na prośbę Saki Blackrose tutaj daję również i moje gadu-gadu ;-; 45802297 oto on :D postaram się wchodzić na nie często iiii jakby co to zapraszajcie :) a jak macie ochotę pogadać to podałam już wcześniej mojego skype'a ale podam tez tutaj :) ladyrammstein98 
Proszę bardzo, rozdział 3 zaczęty :D 
Ave >:D