Witam! Napisałam dość szybko, długość rozdziału mogłaby być większa, lecz jestem leniem, tak. No to mam nadzieję, że się spodoba, już zmierzam we właściwym kierunku. Niedługo coś się zacznie dziać >:D no i będzie (chyba) ciekawie. Następny rozdział również postaram się napisać dość szybko, z resztą jak zawsze. Boję się sprawdzać to co napisałam, ponieważ pisałam to pod wpływem szaleństwa i wszystkiego co złe. No i też szalonej ilości weny. Ale to tylko część. Także nooo... Do oceny pozostawiam Wam, długość również. Do przeczytania!~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~Trzy-czte-ry!~~ Odwróciła się i ujrzała przed sobą postać w płaszczu z czerwonymi chmurkami i w kapeluszu przypominającym duży talerz z dzwoneczkiem na jakimś dzyndzlu. Płomień świecy ze świecznika podskakiwał tworząc fantazyjne, ciemne wzory na ciele członka organizacji. Twarz skryta była pod plamą ciemności. Tajemnicza postać przeszła tuż obok niej wgłąb korytarza i skinęła na Sakurę dłonią. Ruszyła za szybko przemieszczającym się shinobi. ~~Nie porusza się jak kobieta, to nie Konan. Nawet nią nie pachnie, to nie może być też Pain... W takim razie kto?~~ Zaczęła się zastanawiać. Nieznajomy czuł się trochę poddenerwowany. Chciał już trafić do celu ich małej podróży i wszystkiego się dowiedzieć. Mijali skrzyżowania i rozwidlenia. Dziewczyna starała się zapamiętać drogę, by móc w razie czego samodzielnie wrócić. Było to dość proste zadanie dla szpiega jej pokroju. Po jakimś czasie zorientowała się, że wchodzą do znajomego korytarza. To tutaj znajdowały się wejścia do pokoi. Tu już nie było tak ciemno, ale nie było też odpowiednio jasno, by rozpoznać tegoż dżentelmena. Tak, po otworzeniu drzwi odsunął się na bok przepuszczając znaną kunoichi. Wewnątrz już oparła się wygodnie o ścianę, na której były wejściowe drzwi i rozejrzała się. Pokoik był bardzo mały, ale widocznie taki metraż w zupełności wystarczał gospodarzowi. Ściany granatowe. Drewno użyte na meble było jasne. Łóżko było schludnie zaścielone. Podłoga z jasnych klepek. Drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do łazienki również wbrew pozorom nie były ciemne. Gdy skończyła się rozglądać ON uchylił drzwi szafy stojącej przy wejściu do łazienki. Zgadnijcie jaki miały kolor? Nie, nie czarny, przykro mi. Wzrok Tsubaki spoczął na plecach nieznajomego, którym po zdjęciu kapelusza okazał się... Itachi. Talerz telewizyjny wylądował na najwyższej półce w szafie, zaś już zdjęty płaszcz na wieszaku.
-Odwiesić twój płaszcz, Tsubaki-san?- Zapytał swoim niesamowicie... ekhem, interesującym głosem.
-Nie, dziękuję, Itachi-senpai.-(Please, Senpai, be gentle.) Małemu stolikowi towarzyszyło tylko jedno krzesło, usiadł na nim Uchiha. Tsubaki pozwoliła sobie usiąść na twardym łóżku przodem do właściciela.
-Z jakiej przyczyny za mną podążałeś?- Zapytała siląc się na obojętny ton dziewczyna. Skierowała swoją maskę w stronę rozmówcy z widocznym jednak zaciekawieniem. Założyła nogę na nogę.
-Chciałem się czegoś dowiedzieć od ciebie, jeśli oczywiście nie jest to problem.- Skinęła mu zakrytą głową, by kontynuował.- Masz jakieś wieści o moim młodszym bracie? Od jakiegoś czasu nic o nim nie słyszałem podczas misji.- Spojrzał na nią neutralnie.
-Nie ma powodu do zmartwienia. Zapewnił sobie bezpieczeństwo pozbywając się z tego świata jednego z Wielkich Sanninów, Orochimaru. Stworzył drużynę z niejakim Suigetsu, Jugo i z taką jedną rudą, na imię jej Karin. Jako, że zgładził swojego mistrza, prawdopodobnie już się uważa za silnego. Bez senseia czuwającego nad jego rozczochraną główką nie ma szans na dalszy rozwój. Pewnie teraz jego celem jesteś ty.- Odwróciła głowę na bok i wskazała w starszego Uchihę drobnym palcem. Powoli opuściła rękę i położyła ją na kolanie. Podążył oczami za jej ruchem.
-Skąd o tym wiesz? O drużynie Hebi już słyszałem, ale nikt nie zna jej celu.- Chciał się upewnić, że nie próbuje go wpuścić w maliny.
-To dosyć oczywiste, tylko o tym marzy od dziec...- szybko przerwała. ~~SHANNARO! GŁUPIA PAPLA, DOSTANIESZ DZISIAJ TAKIE LANIE NA TRENINGU, ŻE PADNIESZ NA ZBITY PYSK!~~ Wykrzyknęła na nią wściekła Druga Świadomość. Itachi już wiedział kto przed nim siedzi. Skojarzył fakty z gęsto rozwieszanymi plakatami przedstawiającymi drobną, medyczkę z Wioski Liścia. Tyle czasu trzymała swoją tożsamość w sekrecie, lecz jej tajemnica wyszła na jaw w zaledwie sekundę. Były członek ANBU Konohy wstał i przysunął krzesło do stolika. Przebył dystans długiego kroku i kucnął naprzeciw niej. Uaktywnił sharingan, by dobrze zapamiętać jej najpewniej zażenowaną i złą minę. Wpierw lekko złapał materiał kaptura po bokach dłońmi. Zsunął go delikatnie na ramiona różowowłosej. Złapał kosmyk niesfornych włosów i przyjrzał mu się uważnie. Załaskotał ją w szyję gdy bezwładnie opadł. Wszystko działo się tak powoli, a Sakura się nie stawiała. W głębi serca już miała tego dość, głupio jej tylko, że Konan trzyma w niepewności, a przedstawicielowi głupiego rodu narcystycznych durniów pozwoliła na robienie wszystkiego, co by chciał. Najpewniej nie zareagowałaby nawet, gdyby zdarł z niej ubranie. ~~Pieprzyć urok tych głupich posiadaczy sharingana!~~ Kakashi ze swoją ukrytą połową twarzy poważnie by się zawiódł. Morderca przybliżył się nieznacznie, żeby sięgnąć węzła z wkręconymi weń, jasnymi włosami. Powoli i ostrożnie, by nie sprawić bólu dziewczynie rozwiązywał supełki. Cały czas przy tym patrzył w faliste otwory w masce. Kunoichi twardo odwzajemniała spojrzenie. Poczuła nagle jak drewniane krawędzie nie przylegają już do jej skóry. Ku jej zdziwieniu, nie poczuła chłodniejszego powietrza na twarzy przez dobre cztery sekundy. ~~Pewnie liczył do pięciu ze zdjęciem. Głupi!~~ Mozolnym ruchem opuszczał maskę w dół, ku szyi posiadaczki.
Światu ukazała się chorobliwie blada skóra, delikatne, niewinnie zakrzywione brwi pozostały niewzruszone. Dokładnie lustrował każdy detal jej na nowo odkrytej twarzy. Gdy mieszkał w rodzinnej wiosce, nie raz ją widział w towarzystwie drobnej blondynki. Zdarzało się to tylko, jak przychodził po Sasuke do Akademii Ninja. Jej zielone tęczówki były poszarzałe w porównaniu z jej dawnym, wesołym spojrzeniem. Uważnie mu się przyglądała. Chciała wyłapać każdy ruch mięśni jego twarzy. Nauczyła się rozpoznawać w ten sposób emocje, a nawet niektóre myśli. To trochę przykre, że jego wyrażała brak mózgu. Cóż, zdarza się. Był tak straszliwie obojętny, że ona również zabawiła się w jego grę aktorską. Mały nosek został uwolniony. Pociągnęła nim świszcząc, bo w masce panuje duchota i można sobie wyobrazić co się dzieje wtedy z zawartością tych węższych dróg oddechowych. Rozbawiła go lekko takim infantylnym zachowaniem. Światło ze wcześniej zapalonych świec ukazywało zaczerwienione od duchoty policzki. Wreszcie zsunął maskę ukazując wydatne usta i mały podbródek. Zbliżył swoją twarz na odległość 1 centymetra dzielącego ich nosy. Zapamiętał i porównał każdy mały fragment jej twarzy z twarzą tamtej małej Sakurci Haruno. Słyszał, że uciekła z Konohy. O tym to chyba każdy wiedział. ~~Tak, to ona. Nie ma wątpliwości.~~ Zdemaskowana również przeszukiwała twarz Itachiego. Porównywała ją z twarzą Sasuke, kiedy ostatnio go widziała. Kiedy chciała go zabić. Niespodziewanie poczuła zdecydowany uścisk dłoni na ramionach. Dłonie te zsunęły tkaninę z jej ramion na plecy i wróciły już na odkrytą skórę. Kamienna twarz Sakury zaczynała powoli się kruszyć. Powieki bruneta powędrowały w dół gdy przesuwał swoją twarz do przodu. Wylądował czołem na prawym barku dziewczyny.
-To ma sens... Nawet nie wiesz, jak to dobrze, że to Ty jesteś tą całą Tsubaki.- Szepnął szczęśliwy mężczyzna. Nie znali się, ale wiedzieli, że mogą sobie zaufać. Mile zaskoczona dziewczyna objęła go delikatnie splatając dłonie na jego plecach.
Po dłuższej chwili milczenia, ciszę przerwały słowa Itachiego:
-W razie jakichś niejasności lub trudności, przychodź do mnie, pomogę Ci. Nie bój się też mnie brać na swoje misje, nie zawiodę Cię.- Zapewnił Sakurę patrząc jej w oczy.
-Dziękuję, będę o tym pamiętać. Chyba już powinnam wrócić do siebie, nie chcę Ci robić kłopotu i też Konan pewnie mnie szuka. O piątej rano będę trenować w lesie, jakieś dwa kilometry na wschód od siedziby. Możesz się przyłączyć, jakbyś chciał.- Wzięła w dłonie maskę i wstała zawiązując na ślepo węzły. Zakryła się peleryną i zarzuciła kaptur na głowę. Teraz była gotowa do dyskretnego wyjścia. Tuż przed drzwiami odwróciła się jeszcze w stronę nowego sojusznika i zasalutowała. Uśmiechnął się w duchu widząc ten gest.
Tsubaki gdy tylko weszła niepostrzeżona d swojego pokoju, miała zamiar ubrać się w coś wygodniejszego. Niestety jej plany poszły na marne, ponieważ na jej łóżku siedziała niebieskowłosa kunoichi.
-Wreszcie jesteś! Gdzie się tyle szwędałaś?- Zapytał zmartwiony gość.
-Załatwiałam swoje sprawy. Wybacz, trochę mi to zajęło, to prawda... Ale nie przypominałam sobie żebym cię zapraszała lub żebyś miała na mnie czekać.- Zarzuciła jej lekko zmęczonym tonem Haruno.
-Jesteś zmęczona? Przygotowałam nam po kubku herbaty i ciasteczka. Jak chcesz mogę jeszcze coś skombinować. Wiesz, ma się znajomości.- Dopiero przybyłej omal bębenki uszne nie pękły od dźwięku zawodu jaki zaraz będzie musiała sprawić nowej koleżance.
-Miałam dzisiaj dzień pełen przygód, więc cudem byłoby nie być zmęczoną. Dziękuję za wszystko, nic więcej nie potrzebuję. Mam nadzieję, że rozumiesz, że jestem w pracy, a nie na wakacjach? Muszę teraz się bliżej poznać z moją robotą, dowiedzieć się po co tu jestem i tak dalej. Jak chcesz to możesz posiedzieć ze mną, ale uprzedzam, że nie będę Ci poświęcała więcej niż dwadzieścia procent mojej uwagi.- Po jakże długiej wypowiedzi opadła na łóżko obok Konan.
-Hai, hai! Nie będę Ci przeszkadzać.- Ucieszona, że nie będzie musiała spędzać kolejnego wieczoru sama postawiła szkło wypełnione po brzegi ciastkami na łóżku. Oczywiście niesamowicie głodna Sakura sięgnęła po ciastko, które okazało się bardzo kruszyć w drobnej dłoni. ~~Ah, ta Konan. Ciekawość zabiła kota, powinna o tym wiedzieć.~~ Westchnęła w myślach głodna kunoichi widząc podstęp. Z ciastkiem usiadła przy biurku, gdzie nie było widać jej twarzy i zdjęła maskę. Kaptur był głęboki, więc nawet mimo światła świecy stojącej na biurku, Konan nie była w stanie nakarmić swojej ciekawości w dyskretny sposób. Zostało jej tylko składanie origami ręcznie. Zawsze to jakaś rozrywka. Sakura za to wepchnęła brutalnie ciastko do ust. Jednak jego ciemna barwa nie kłamała, było kakaowe. ~~No to czas się zabrać do roboty.~~
Po przeczytaniu obydwu zwojów dowiedziała się, że jej celem ma być zbieranie informacji o ogoniastych bestiach, jiinchuurikich i opcjonalnie o zagrożeniach czyhających na Akatsuki. Prosta sprawa. Ale cóż to się stało? To babsko zasnęło. Aż na bladej twarzy zagościł uśmiech. Wpadła na genialny pomysł zapytania Lidera gdzie ją odłożyć. Ale to wpierw trzeba się przyszykować do wyjścia. Maska na ryj i hop do przodu.
Stała pod drzwiami gabinetu Paina z kobietą przerzuconą przez prawe ramię. Wiedziała, że między ścianami labiryntu siedziby może być zimno, toteż zrobiła ze swojego bagażu i koca znalezionego w szafie wielkie burrito. Zapukała lewą ręką do drzwi. Po usłyszeniu głośnego "wejść" otworzyła drzwi tą samą ręką, bo była wolna i weszła.
-Ohayo Liderze. Przyniosłam prezent. Zasnęła u mnie i nie wiem gdzie mam ją położyć.- Posiadacz rinnegana przyjrzał się tyłowi naleśnika spływającego z barku Tsubaki. ~~Krzepka baba, nie ma co.~~ Pomyślał widząc z jaką łatwością ją utrzymywała na miejscu.
-Możesz ją położyć na tej kanapie, ja ją potem zaniosę do pokoju. Arigatou za fatygę, nie będę jej musiał przynajmniej teraz wszędzie szukać.- Chyba się jej przywidziało, ale przywódca wyglądał, jakby się lekko uśmiechał. Położyła Konan na ciemnej, czystej kanapie i rozmasowując bark udała się w stronę wyjścia. Wreszcie mogła iść spać.
-Oyasuminasai, Pain-san.- powiedziała przez ramię i wyszła. Teraz droga do pokoju wydawała się czymś pięknym. Gdy już tam trafiła mogła mieć święty spokój. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi rozwiązała wszystkie supły jakie przeszkadzały jej w rozebraniu się i rzuciła peleryną na stół. Zdjętą już maskę położyła na krawędzi poduszki. Buty rzuciła pod drzwi do łazienki. Ubranie robocze wylądowało na cienkim płaszczyku. Teraz już w samej bieliźnie położyła się na łóżku i przykryła lodowatą kołdrą. Skulona w kłębek szybko się nagrzała i zasnęła.
Obudziła się zanim zaczęło świtać. Mogła się zorientować w porze dnia bądź nocy wyglądając przez malutkie okienko pod sufitem. Wczorajsze odzienie jeszcze się nadawały do noszenia, więc je założyła. ~~I tak na treningu się rozwalą do końca.~~ Zarzuciła na siebie standardowo pelerynę i zakryła twarz swoją białą maską. Już miała wychodzić do kuchni, gdy sobie przypomniała o kaburze z bronią. Bez sensu iść na trening do lasu bez broni.
W pomieszczeniu przeznaczonym do przygotowywania posiłków było pusto. Znalazła jakieś opakowanie z pokrojonym bochenkiem chleba i szynkę. Przygotowała kanapki z całego chleba, ale sama zjadła tylko trzy. ~~Może ktoś się ucieszy widząc już przygotowane śniadanie.~~ Nalała do czajnika wodę i postawiła go na palniku. W naściennej szafce stały kubki, cukier, wywietrzała herbata i młynek do kawy. Wyjęła najbardziej uroczy kubek jaki znalazła, nasypała herbaty i czekała, aż gwizdek zasygnalizuje zagotowanie się wody. Gdy napój już trochę ostygł uniosła maskę lekko w stronę czoła odsłaniając usta i napiła się.Gdyby ktoś wszedł, nie byłby w stanie przyjrzeć się odkrytej części twarzy dziewczyny z powodu cienia rzucanego przez wnętrze kaptura. Umyła po sobie naczynia i ruszyła do wyjścia z tego siedliska samców.
W drodze na miejsce wyznaczone do treningu kunoichi starała się jak najlepiej rozgrzać skacząc i bujając się na gałęziach drzew. Polankę do treningu wyznaczała na ślepo, więc nie zdziwiła się widząc gęsto rosnące drzewa. Postanowiła to wykorzystać. Zaczęła wyprowadzać ciosy w drzewa w najbliższym otoczeniu. Nie używała chakry do zwiększenia siły uderzeń, ani nie używała praktycznie siły. Tym razem jej kryteriami była precyzja i staranność przy wyprowadzaniu kopnięć czy uderzeń. Stopniowo zwiększała tępo. Sakura już zaczynała odczuwać ciepło związane z dokładnym rozgrzaniem mięśni, a Itachiego dalej ani widu, ani słychu. Wciąż molestując drzewa zaczęła wyszukiwać znajomej chakry. Wyczuła jedno, szybko zbliżające się źródło chakry. Zatrzymała się i wskoczyła na gałąź najbliższego drzewa. Teraz będzie na równi z tym shinobim. Okazał się nim być Itachi, co jakoś nie zdziwiło dziewczyny.
-Ohayo.- Cicho powiedział zaspanym głosem. Dziewczyna mu tylko skinęła głową. Zsunęła maskę na szyję i przerzuciła na kark. Wbiła kunai w drzewo i zawiesiła na nim jak na wieszaku szmatę robiącą za odzież wierzchnią. ~~Teraz to mogę zacząć trening.~~ Pomyślała z cieniem uśmiechu na twarzy.