~~Teraz to mogę zacząć trening.~~ Pomyślała z cieniem uśmiechu na twarzy. Szybko wyjęła z kabury trzy senbon umieszczając je między palcami. Natychmiast rzuciła nimi w stronę Uchihy celując w odpowiednie punkty jego ciała. Chciała szybko i nagle go unieruchomić i tym samym wygrać, bo spodziewała się, że ta walka może potrwać na prawdę długo, a ona pierwsza się zmęczy. W końcu jej przeciwnik ma sharingana i kilka lat doświadczenia więcej niż ona. Itachi błyskawicznie wykonał unik uaktywniając swoje doujutsu. W tym czasie udało mu się również złapać jedną z igieł. Od razu ją odrzucił do właścicielki, która również ją złapała. Sakura już nie miała ochoty bawić się w podawanie sobie broni, więc skoczyła na wyższą gałąź od tej, na której stał mężczyzna. Chwilę później walka nawiązała się na dobre. Jedynym co było słychać podczas zmagań były charakterystyczne dźwięki przy uderzeniach w mięśnie, sparowanych kopnięciach i ciosach, trzaskach chaotycznie karczowanego lasu, pęknięciach napataczających się głazów. Muzyka ta dopełniana była pobrzękiwaniem stalowej broni. Gdy dziewczynie udało się pozbyć broni z ręki przeciwnika, by zachować równe szanse własną odrzuciła w to samo miejsce. Wyciągnęła pięści przed twarz i wyprowadzała co jakiś czas nimi ataki wesoło podskakując. Nie żeby nie brała go na poważnie, po prostu chciała poćwiczyć różne style walki wręcz. Itachi także uniósł ręce na wysokość twarzy. Co jakiś czas dołączały do zabawy nogi.
Trening zakończył się kiedy obie strony oparły się o okorowane drzewo. Zsunęli się powoli po szorstkiej powierzchni kończąc swoją drogę cichym tąpnięciem na glebie.
-Całkiem dobrze walczysz- powiedział z uznaniem Itachi. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła.
Sakura wiedziała, że ją wszystko boli i jutro dalej będzie ją wszystko bolało, ale wiedziała też, że Tsubaki swoją dumę ma i tego nie okaże. Jak na potwierdzenie tej myśli wstała przy małej pomocy rąk by podać pomocną dłoń swojemu "ziomkowi".
Droga powrotna okazała się krótsza i przyjemniejsza dzięki towarzystwu mężczyzny, jak zarówno wyższej pozycji słońca na niebie. Naturalne światło ogrzewało skórę dziewczyny, jednak w niewielu miejscach, bowiem ciepło "ściągane" było głównie przez pelerynę i maskę. Nawet teraz nie dane było Sakurze opalić swych bladych jak ściana policzków lub pozbyć się sinych worków pod oczami.
W pamięci liczyła całą broń zebraną z "pola bitwy" i segregowała ją zgodnie z przynależnością do Uchihy lub do niej samej. ~~Broń się zgadza~~ pomyślała z ukrytym uśmiechem satysfakcji.
Kiedy weszła do pokoju uśmiech satysfakcji nie zagościł pod białą maską, tak samo żadna myśl. Ciało Konan leżało na łóżku w nienaturalnej pozycji. Spokój na powrót zagościł w sercu właścicielki mebla, gdy złotooka kunoichi ruszyła drobne ciałko w górę, dzięki czemu wiadome już było, że żyje.
-Ohayo, Tsubaki-chan!
-Ohayo. Co cię sprowadza w moje skromne progi?- Zapytała wprost swojego gościa.
-Nasz przewspaniały, najsilniejszy, najmądrzejszy i najprzystojniejszy na świecie Lider cię wzywa.- Powiedziała Konan śmiejąc się ze swojego żartu.
-To ja już pójdę.- Natychmiast wykonała w tył zwrot i ruszyła w kierunku gabinetu zostawiwszy gościa samego.
Oczywiście cudem byłoby dotarcie do drzwi gabinetu bez napotkania na swej drodze któregoś z "kolegów". Dalsze przejście w ciasnym korytarzyku zasłoniła jej kosa z trzema ostrzami. Młody mężczyzna spojrzał z drwiącym uśmieszkiem na dziewczynę. Już otwierał usta by coś powiedzieć jednak Sakura go uprzedziła:
-Nie mam teraz czasu, Hidan-dono.
-Przygotuj się na chrzest bojowy, młoda- zmierzył ją tylko wzrokiem od stóp do głów jakby oceniając posturę i odgrodził przejście leniwym ruchem. Jego nogi nie ruszyły z miejsca, zaś jego oczy uchwyciły zieleń widoczną w falistych otworach. Był to kolor mocno wyblakły, a mimo to wyraźny, niczym ściany w szpitalu. Czarny, jednak nieco wyblakły materiał zafalował, gdy obok niego przechodziła. W jej delikatnym kroku wychwycił wyższość, ale nie wyczuł pogardy, ponieważ jej krok nie pachniał. Powietrze, które za sobą zostawiła już pachniało. Mgiełka dziewczęcego potu wzleciała za drobną postacią znikającą za zakrętem. Hidan odwrócił się robiąc minę "not bad" i poszedł w kierunku pokojów w celu oddania się modlitwom do Jashina.
Drzwi gabinetu wydały z siebie trzy miarowo rozłożone w czasie puknięcia. Mężczyzna siedzący za biurkiem zwrócił swoje zabójcze spojrzenie w ich stronę.
-Wejść- powiedział wciąż utrzymując spojrzenie na drewnie. Klamka delikatnie obróciła się zwracając dłuższą częścią ku podłodze i wróciła do pierwotnego położenia. Tajemnicza postać wślizgnęła się cicho przez uchylone drzwi. Po wsunięciu się z powrotem zamka we framugę, postać obróciła się przodem w stronę biurka i lekko schyliła głowę.
-Słyszałam, że Lider chce mnie widzieć.- Po tych słowach podniosła brodę do góry.
-Tak, podejdź bliżej- Pain zaczął szperać w szufladach pod blatem. W miarę jak zbliżała się do stosu papierów coraz bardziej zaczynała ją pochłaniać myśl o "chrzcie" bojowym, o którym poinformował ją Hidan. Jej spojrzenie, które w tym czasie skakało po całym pokoju, teraz natrafiło na zwój w wyciągniętej dłoni mężczyzny.
-To dla ciebie, masz tu wszystko wyjaśnione. Ustaliliśmy, że pójdziesz na swoją pierwszą misję u nas z Kisame i Itachim. Taki skład ci pasuje?- Zakapturzona część powędrowała w dół i w górę, by zaraz powrócić do poprzedniej pozycji. ~~Mam misję, yatta!~~ Cieszyła się w duchu, że idzie z akurat tą parą. W tym przypadku wiedziała na czym stoi i miała gwarancję chociaż jednego sojusznika w razie zagrożenia.
Droga powrotna okazała się jeszcze ciekawsza niż ta "na dywanik" Paina. Przemieszczając się w labiryncie korytarzy zahaczyła o kuchnię. Jej spojrzenie zatrzymało się na mężczyźnie stojącym tyłem do wejścia. Bawił się tłuczonymi ziemniakami w metalowym garnku. Blond kitka przeleciała w powietrzu, a buzia rozjaśniła się, gdy jego błękitne oczy dostrzegły drobnego podglądacza.
-Ohayou, Tsubaki-chan!
-Ohayou, Deidara-dono.- Jej głos był zupełnym przeciwieństwem radości zawartej w przywitaniu chłopaka. Aż się wzdrygnął od tego lodu. Zaprzestał swej działalności przy ziemniakach i skupił uwagę na grzebiącej w lodówce dziewczynie. Zmrużył oko czując co się święci. Będzie jadła! A to oznacza... Zaśmiał się złowieszczo w myślach, co brzmiało mniej więcej tak: "niochniochnioch!".
-Usiądź sobie, zaraz Ci nałożę tu jedzenia. Wiesz, właśnie skończyłem gotować- mówił przesadnie rozentuzjazmowany. Nawet odsunął jej krzesło przy stole. Rzucił do znalezionej w szafce, wyszczerbionej miseczki papkę z ziemniaków. Z palnika zabrał zamaszystym ruchem głęboką patelnię. Ochlapał zawartość miseczki sosem z jakimś mięsem i wbił w swoje dzieło widelec. Tsubaki usiadła przy stole. Prawie cały blat był pokryty śladami po kubkach kawy, herbaty i prawdopodobnie napojów alkoholowych. Nie, na pewno sake tam było. Zadecydowała, że najlepszym wyjściem będzie ograniczenie kontaktu fizycznego z lepkimi okręgami na blacie.
Rozanielony chłopak usiadł na przeciwko dziewczyny. Nie odrywał od niej spojrzenia póki do pomieszczenia nie wszedł Sasori. W tym momencie dziewczyna zaczęła się w środku gotować. Od Deidary śmierdziało "genialnym" i podstępnym planem- co do tego Sakuro-Tsubaki nie miała wątpliwości. Ale czym mogło śmierdzieć od Sasoriego? Zielem, termitami, smarem, wiórami, kurzem, piaskiem, pyłem jakimś? A może smrodził całą kryjówkę organizacji chęcią mordu i zemsty? To dopiero zagwozdka. W głowie dziewczyny myśli urządzały kosmiczny wyścig z turbo napędem, jakimiś jądrowymi bajerami oraz całą masą stuningowanych bzdur i światełek. Postanowiła, że najbezpieczniejsze drzwi, przez które przejdzie, to te od jej "pokoju".
-Ohayou, Sasori-dono.- Zostało rzucone niby od niechcenia w stronę najsztywniejszej persony w organizacji. Powoli, spokojnie i z gracją ręka Sakury powędrowała do parującej miski czegoś.
-Ohayou, Tsubaki-san.- Mężczyzna kulturalnie odpowiedział zatrzymując spojrzenie na zamaskowanej głowie. Zamaskowana głowa zatrzymała spojrzenie w jak najdalej wysuniętym punkcie od niego i zanim zaczęła robić dziwne rzeczy to zatrzymała się w bezpiecznym miejscu. W swoim "pokoju".
Konan nie zostawiła śladów po swojej działalności na łóżku Sakury. No prawie, bo na całym łóżku walały się papierki poskładane w różne figury. Wreszcie mogła odpocząć po treningu i serii interesujących chwil. Posiłek postawiła ostrożnie na łóżku i zrzuciła z siebie "kamuflaż".
To danie wcale nie było takie złe i świetnie pasowało do pikantnych informacji zawartych w zwoju od Paina. A żeby było jeszcze pikantniej to do pokoju cichutko wsunął się Itachi. Oboje niewiele myśląc rzucili się sobie w objęcia.
-Jutro mamy szansę poszukać Sasuke.- Duży braciszek nie owijał w bawełnę. Poczuł jak ciało dziewczyny zadrżało lekko, niczym z zimna. Jednak nie było to z zimna. Jej twarz przybrała wyraz kotka przeczuwającego ekscytujące polowanie na myszkę, co ucieszyło i zaniepokoiło na raz mężczyznę. Zaraz uderzyła ją jednak myśl, przez którą się otrząsnęła.
-Idzie z nami Kisame?- zapytała zwężając oczy w podejrzliwe szparki.
-Idzie, idzie, ale spokojnie. Kisame jest wtajemniczony w moje plany, w twoje nie...- powiedział uspokajająco, po czym dodał wrednie się podśmiechując- Chyba, że mu wszystko wygadałaś.
Zaraz z mężczyzny uszło powietrze jak z balonu, bowiem dziewczyna ścisnęła go mocno w ramionach. Chichocząc okładali się chwilę pięściami, by w zmęczeniu wyciągnąć się w poprzek łóżka. Itachi przyciągnął do siebie Sakurę i wtulił twarz w jej włosy ukrywając nadmierne podekscytowanie. Jej umysł otoczyły tumany myśli. Czuła się jakby miała wyniki losowania lotto na następny dzień. To niesamowite, że zdobyła tak potężnego i znaczącego sojusznika.
Wszystko ładnie, przyjemnie, spokojnie i pięknie, ale po pokoju rozszedł się dźwięk, którego woleliby nie usłyszeć, a mianowicie pukanie do drzwi. Spanikowana Haruno rozpoczęła poszukiwania części swojego okrycia, a tymczasem Itachi spokojnie podszedł do drzwi. Widocznie wiedział, co robi, skoro miał zamiar otworzyć nieznajomej personie. Chwytając za klamkę drugą ręką wskazał jej łazienkę, na co Sakura zgodnie do niej wskoczyła. Niestety za sprawą jakichś wrednych chochlików nie zdołała znaleźć swojej maski ani pelerynki.
-Itachi?! A co ty tutaj robisz?- Do uszu "spiskowców" dobiegł donośny i pełen zdziwienia głos Konan. Spojrzenie kobiety zatrzymało się na wysokim mężczyźnie, a potem opadło na wcześniej szukane przedmioty. Nic by w tym nie było dziwnego gdyby nie walały się na podłodze przy butach i o zgrozo, jakichś resztkach damskiej odzieży. Konan mogła nie zdawać sobie sprawy z bałaganiarstwa tak poukładanej kobiety, za jaką uważała Tsubaki, więc wnioski przez nią wyciągnięte zmusiły ją do ponownego spojrzenia na mężczyznę w drzwiach.
-Co ty tutaj robisz?- powtórzyła pytanie.
-Sprawdzałem, czy materac jest wystarczająco miękki.- Żachnął się Itachi, ale kunoichi już miała w głowię swoją wersję wydarzeń, przez co wzięła odpowiedź na poważnie. Teraz rzuciła okiem na porozgniatane "upominki" z papieru, które zostawiła na łóżku koleżanki. Zaczęła dostrzegać coraz to więcej detali, które potwierdzały zbereźną tezę postawioną w jej głowie. A Itachi miał rozwalony kucyk! Z otwartymi ustami analizowała po kolei wszystkie elementy układanki, co trwało ułamek sekundy i przybrała maskę obojętności.
-Przepraszam, że przeszkodziłam. Przekaż Tsubaki-chan, że przyjdę potem.- Sztywno się odwróciła i usłyszała jeszcze trzaśnięcie drzwi za sobą.
Mężczyzna zaśmiał się perliście w locie i wylądował na rozwalonej kołdrze.
-Możesz już wyjść, uciekła niemalże z piskiem.- Był wyraźnie zadowolony ze swojego żarciku, ale gdy zobaczył twarz Sakury, jego mina natychmiast się zmieniła. Zmieniła na jeszcze bardziej rozbawioną.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne, Uchiha. Prawie się zesrałam ze śmiechu- powiedziała zła.
-No to byłaś akurat w dobrym do tego miejscu!- Usłyszała w odpowiedzi. Zebrała swoje zguby z podłogi i starannie ułożyła na szafeczce przy łóżku. ~~Musiały spaść podczas figli na pościeli~~ pomyślała zdruzgotana tym, jak to brzmi.
Gdy gość zabrał swoją osobę z pokoju przy akompaniamencie przedmiotów uderzających w ścianę obok drzwi, Sakura mogła w spokoju kontynuować studiowanie zwoju z informacjami o jutrzejszej misji. Mogła, ale przeszkodą było rozlegające się teraz po pokoju szaleńcze pukanie do drzwi. Zrezygnowana dziewczyna nałożyła na siebie niezbędne środki ostrożności i wołaniem oznajmiła, że jest gotowa przyjąć gościa.
-Co to było?!- zawołała natychmiast Konan po zamknięciu za sobą drzwi. Niby ładnie z jej strony, ale tak kopniakiem...?
-Co czym było?- odpowiedziała Tsubaki znudzonym głosem powracając do lektury.
-Dobrze wiesz co! To z Uchihą!- Złotooka kunoichi usiadła na łóżku. Jej wersja wydarzeń mocno odbijała się na jej twarzy wybuchową mieszanką niedowierzania, szoku, zawstydzenia, ale także w oku pojawił się błysk zwiastujący gorące ploteczki. Tsubaki widząc to uśmiechnęła się niewidocznie, trochę ją bawiła ta sytuacja.
-W ogóle nie wiem, o czym ty w ogóle do mnie mówisz- odpowiedziała zamaskowana dziewczyna. Rozbawiony wzrok przeniosła na Konan, która teraz z głośnym westchnięciem rzuciła się sprężysty materac.
-Niech ci będzie!- rzuciła zrezygnowana.- Tak w ogóle to masz misję jutro, co? Spakowałaś się już, że czytasz sobie zwoje?
-Mam mało rzeczy, więc zrobię to później. A ten zwój zawiera informacje potrzebne mi do misji, więc chciałabym się dowiedzieć, co w nim jest.- Konan zrozumiała aluzję i postanowiła już nie rozpraszać Tsubaki.
Podczas tej misji Tsubaki miała tylko odebrać zwój od informatora podstawionego przez Wioskę Kumogakure. Kisame i Itachi mieli swoje własne zadania do wykonania, po których skończeniu mieli robić za obstawę Tsubaki. Podczas eskortowania jej z powrotem musieli jeszcze wybrać się do dowolnej wioski i niepostrzeżenie zwinąć trochę jedzenia, medykamentów i rzeczy do utrzymania względnej czystości w kryjówce. Na szczęście aby to wszystko ze sobą zabrać wydzielono im dwa zwoje do zapieczętowania łupów.
Po wieczorze spędzonym z Konan, nastała noc spędzona samotnie, a potem znów poranek. Cholernie wczesny ranek, ale Sakurze to nie przeszkadzało w braniu prysznica. Trzeba się porządnie przygotować do pierwszej misji dla Akatsuki, nie może się zbłaźnić, popełnić żadnego głupstwa, strzelić gafy. Nic z tego! Tak czy siak prysznic konkretny, bo prawdopodobnie musi starczyć na długo. Po niezbędnych czynnościach, Konan z pakunkiem od organizacji i ogarnięciu, że to całkiem spoko ciuchy, można było się w końcu też pożywić. A wspomniawszy już o ciuchach, oto zawartość paczki od słodkiej mistrzyni origami:
-czarne sandały
-apteczka z przesadną ilością bandaży elastycznych o szerokim wachlarzu zastosowań
-zwój do wymiany z informatorem
-bordowe, luźne spodnie z lekkiego materiału x2
-całkowicie normalne, czarne, damskie figi poddane gruntownemu przeglądowi x3
-czarna bluzka na cienkich ramiączkach
-czerwona bluzka z długim rękawem x2
-cholerna siateczka
-farba do włosów, zielona x3.
********
Ta kobieta dokładnie wie, czego mi potrzeba! Jak ona to robi? Szczęśliwa, uradowana i ogólnie w kwiatkach moe powędrowałam założyć na siebie cokolwiek, byle nie wyglądać jak obdarciuch. Padło na zwiewne pumpy, siateczkę na klatę i czarną, nieco wypłowiałą koszulkę na ramiączkach. Wspaniale jest w końcu wyglądać, od razu morale podskoczyło w górę. A ta farba... Idealnie, dzięki niej zakryłam swoje upierdliwie różowe włosy, przynajmniej już nie będę musiała nosić wszędzie kaptura, moje włosy będą całkowicie nierzucające się w oczy. Trudniej będzie z rozpoznaniem mnie. Róż nigdy mi nie przeszkadzał, ale teraz pracuję i mieszkam z tymi samymi ludźmi, trzeba uważać.
Z jeszcze mokrymi włosami zaszczyciłam swą obecnością kuchnię. Jeszcze nikt mnie nigdzie nie wołał, co znaczy, że mam czas zjeść. Przeglądając szafki przeczesałam z satysfakcją włosy. W pomieszczeniu oprócz mnie był tylko Hidan pochrapujący przy stole z głową w talerzu. W moje dłonie wpadło kilka kromek niesamowicie suchego chleba, ale poradziłam sobie starym jak świat sposobem, a mianowicie wymoczyłam moje przyszłe śniadanie w wodzie, aby nie nosiło już tytułu łamiszczęki. Z pierwszym kęsem za lekko odchyloną maską szarpnęłam Hidana za włosy, aby jego twarz mogła bez przeszkód spotkać się z mojej roboty "kompotem z chleba". Teraz to dopiero będzie heca.
-Co ty odpierdalasz, młoda?!- Wychrypiał zły jak osa mężczyzna napotykając spojrzeniem drobne piersi ukryte za szorstkim materiałem, co oczywiście zarejestrowałam ja. Niewiele myśląc nachyliłam się nad jego mokrą twarzą. Jego zaskoczenie kiedy dotknęłam czubek jego nosa palcem i odpowiedziałam: "chrzest bojowy, mój drogi", musiało być przekomiczne. Niestety nie dane mi było go zobaczyć, bo uznałam odwrót za najlepsze możliwe działanie zanim komuś nie stanie się krzywda.
~~~~~~~~~~~
Kto by się spodziewał?! Nikt się nie spodziewa Hiszpańskiej Inkwizycji! No i rozdziału na moim blogu też w sumie. Po ponad rocznej przerwie powracam jak Joker z kolejną porcją czegoś, czego nie powinno się było podgrzewać w mikrofalówce. Poprosiłabym ewentualnych niedobitków na tym blogu o pozostawienie swojej opinii w komentarzu OBOWIĄZKOWO. Ludzie bez kont, nie lękajcie się! Wy tez możecie to zrobić... ptfu, musicie! Przepraszam za tak długą zwłokę, za krótki rozdział, za brak wyrobionych umiejętności w pisaniu, za głód na Ziemii. Jak widzicie, nie umiem się rozdwoić. Tak krótko, bo uznałam, że nie możecie dłużej czekać. Jeśli chodzi o następny rozdział, to nie mam pojęcia kiedy go napiszę i opublikuję. Ale obiecuję za to, że w następnym rozdziale będzie niespodzianka-niespodziewanka! Moim zdaniem warto, jak najbardziej, tyle czekać. Wyobraźcie sobie państwo, że jestem motylem, tyle, że gąsienicą, która dopiero zaczyna budować swój kokon. Chcę w końcu rozwinąć skrzydła, ale wybiegam za daleko w przyszłość, muszę się wpierw do końca obudować, potem przeleżakować, by w końcu się przepoczwarzyć, a potem jeszcze nauczyć się latać. Długa droga przed nami, dlatego potrzebuję wsparcia, motywacji i kopów w tyłek.
Do przeczytania!
Ave
by przyjemniej się czytało
piątek, 13 listopada 2015
wtorek, 9 czerwca 2015
Taki tam sonet na polski~
Białogłowa, czyli kobieta ucząca mnie języka polskiego, zadała nam interesującą pracę domową. Postanowiłam się z Wami nią podzielić, bo jest całkiem śmieszna. Naszym zadaniem było napisanie sonetu, próbując utrzymać w nim marinizm. Tematem sonetu miała być część ciała. xD Napisałam więc sonetopodobne coś inspirowane brwiami mojego miłego. Tak na prawdę do sonetu temu daleko, a jeśli chodzi o marinizm... To nie ma to prawie nic z nim wspólnego :3 Polecam nie traktować tego na poważnie, umieszczam to tutaj w celu rozbawienia Was, więc się nie ma czym denerwować~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PODOBKA
"Mój ty czarny kocurze!",
wnet przenosi swój ciężar ku górze.
"A może spędźmy ten czas aktywnie?,
Widzę, znów wygina się dziwnie.
Myśli twe doskonale obrazuje,
kiedy czytasz bzdury, które ci wypisuję.
A gdy ktoś mi brzydkim słowem truje węża,
natychmiast sięgając do swego oręża,
widzę, że jak łuk się cała napręża.
Gruba i ciemna, smutek mój odstrasza,
gdy zła jestem, opuszczona przeprasza.
Wizerunek twój uzupełnia, oj psiakrew!
Nawet nie wiesz, jak bardzo lubię tą twoją brew.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie jest to zachwycające, ale pocieszne trochę tak. :D Pomyślałam, że może komuś by to poprawiło humor, albo zmotywowało do pisania. xD W końcu mało jest dzieł gorszych od tego. :D Ale mojemu miłemu się podoba. Czekam na Waszą ocenę!~
Oto zdjęcie mojego miłego, które mnie zainspirowało:
Wygląda na zadowolonego xD
Ave~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PODOBKA
"Mój ty czarny kocurze!",
wnet przenosi swój ciężar ku górze.
"A może spędźmy ten czas aktywnie?,
Widzę, znów wygina się dziwnie.
Myśli twe doskonale obrazuje,
kiedy czytasz bzdury, które ci wypisuję.
A gdy ktoś mi brzydkim słowem truje węża,
natychmiast sięgając do swego oręża,
widzę, że jak łuk się cała napręża.
Gruba i ciemna, smutek mój odstrasza,
gdy zła jestem, opuszczona przeprasza.
Wizerunek twój uzupełnia, oj psiakrew!
Nawet nie wiesz, jak bardzo lubię tą twoją brew.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie jest to zachwycające, ale pocieszne trochę tak. :D Pomyślałam, że może komuś by to poprawiło humor, albo zmotywowało do pisania. xD W końcu mało jest dzieł gorszych od tego. :D Ale mojemu miłemu się podoba. Czekam na Waszą ocenę!~
Oto zdjęcie mojego miłego, które mnie zainspirowało:
Wygląda na zadowolonego xD
Ave~
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
